poniedziałek, 12 czerwca 2017

Czwarty rozdział


Beta: Sovbedlly

            James Potter i Syriusz Black czekali przed klasą eliksirów na swoją pierwsze zajęcia w tym roku szkolnym. Szczerze powiedziawszy, byli podekscytowani tym, iż mają mieć lekcje z nową nauczycielką. Oczywiście plotki na jej temat krążyły po szkole. Wiadomo było, że mieszkała we Francji oraz ma dwadzieścia jeden lat. Sprawiała wrażenie sympatycznej osoby, jednak, jaka jest w rzeczywistości, miało się dopiero okazać. Oczywiście do wyjątków od większości należeli Ślizgoni. Nie cieszyło ich, że nie będą mieć zajęć z profesorem Slughornem – w końcu to opiekun Slytherinu.
            Łapa i Rogacz prowadzili ożywioną rozmowę na temat nowej nauczycielki. Oczywiście nie umknęło ich uwadze, iż jest dość młoda jak na nauczycielkę. To jeszcze im się nie zdarzyło.
            – Mówię ci, to jest podejrzane – powiedział James do przyjaciela.
            Tamten jedynie przewrócił oczyma, po czym wsadził ręce do kieszeni i podjął:
            – Co? Co jest podejrzane? – zadał pytanie Syriusz.
            – No ona. – Wskazał dyskretnie palcem na Hermionę Lavoisier, która właśnie szła do klasy. – Nie sądzisz?
            – Ubzdurałeś sobie coś. – Popukał się w czoło wskazującym palcem Syriusz.
            – Nie pokazuj tak, tylko chodź, bo już wchodzą do klasy.
            Rzeczywiście, uczniowie już zostali wpuszczeni do sali przez nauczycielkę. Spojrzała na nich i kiwnęła głową w stronę klasy, dając do zrozumienia, iż mają wchodzić. Syriusz i James szybko wstali i weszli, zaraz za nimi kroczyła Hermiona.
            Denerwowała się, jak to wszystko wypadnie. Był to jej pierwszy dzień w roli nauczycielki. Owszem, znała się dobrze na eliksirach, lecz nie wiedziała, czy uda jej się przekazać tę wiedzę… oraz wszystko wyjdzie tak, jak chciała. Nie chciała mieszać w przeszłości. Po prostu przez kilka tygodni, co najwyżej miesięcy, jest nauczanie eliksirów.
            Stanęła za biurkiem przodem do uczniów. Wyciągnęła podręcznik, przewróciła kartkę na pierwszy temat. Stwierdziła, że zanim przejdą do nowych tematów, sprawdzi ich wiedzę na temat eliksirów, a także jak idzie ich przyrządzanie, ale przed tym wszystkim jeszcze się przedstawi. Spojrzała jeszcze na uczniów i zauważyła wśród nich kilka znajomych twarzy. Oczywiście nie mogło zabraknąć Huncwotów – przecież byli na szóstym roku. Zauważyła również Snape’a. Dziwnie się czuła, widząc ich wszystkich. Wydawało jej się to takie nierealne. W sali większość uczniów rozmawiała, gdy ona przeglądała książkę.
            – Mogę? – Oparła się dłońmi o biurko. W klasie nastała cisza. Kontynuowała: – Witam was na zajęciach eliksirów – zaczęła pewnie. Sama się zdziwiła, z jaką łatwością przychodziło jej zachowanie odpowiedniego tonu głosu. – Jak już zapewne wiecie, nazywam się Hermiona Lavoisier i będę waszą nową nauczycielką eliksirów. Od razu zastrzegam sobie, że nie stawiam ocen za ładne oczy. Wymagam zarówno wiedzy teoretycznej, jak i praktycznej, chociaż nie ukrywam, że będę bardziej stawiać na tą drugą. – Spojrzała po klasie. Nastała cisza, bo wszyscy jej uważnie słuchali. – Jakieś pytania?
            Rękę podniósł jakiś Ślizgon.
            – Rozumiem, że wiedza praktyczna to sporządzanie eliksirów.
            – Tak – odpowiedziała szybko Hermiona. – Wczoraj myślałam, co by przygotować na pierwsze zajęcia i doszłam do wniosku, że sprawdzę wasze umiejętności.
            Kilka osób westchnęło, zaś większość Ślizgonów cieszyła się z tego pomysłu. Byli dobrzy z tego przedmiotu i wiedzieli, iż uda im się sprostać zadaniu, które za chwilę wyznaczy Lavoisier.
            – Chcę, abyście uwarzyli Wywar Żywej Śmierci. W parach.
            Uczniowie szybko dobierali się w pary, by być z tą osobą, z którą chcą. Zapanował lekki chaos, niektórzy mieli z tym drobny problem.
            – Cisza. – Hermiona uderzyła ręką o biurko, by zwrócić uwagę uczniów. – Nie wymyślajcie, tylko dobierajcie się, bo nie mamy całego dnia. Macie na uwarzenie tego dwie godziny i po tym czasie chcę widzieć gotowe eliksiry, jasne?
            Tym razem cały proces dobierania się w pary przebiegł szybko i bez większych komplikacji. Okazało się, że jest tylko jedna para, w której znajdują się Ślizgon i Gryfonka – oczywiście byli to Severus Snape i Lily Evans.
            – Strona dziesiąta – powiedziała Hermiona. Najpierw zamknęła drzwi, a potem otworzyła okna.
            Wiedziała z doświadczenia, że akurat podczas eliksirów w sali może dojść do unoszenia się jakiegoś dziwnego zapachu, w ekstremalnych sytuacjach wybuchu. Nawet wtedy, kiedy ona chodziła do Hogwartu, na zajęciach było ciekawie, jednak na zawsze zapamięta, iż Seamus miał zadatki na piromana. Jak mu coś nie wybuchło, to coś podpalił.
            Hermiona przez pierwsze pół godziny uważnie obserwowała, co robią uczniowie. Jedni radzili sobie lepiej, drudzy gorzej. Z pewnością do tych pierwszych należeli Ślizgoni. Mieli do tego smykałkę. Hermiona postanowiła przejść się pomiędzy stanowiskami i pomóc trochę co niektórym.
            – Musicie to zmiażdżyć, chłopaki – powiedziała do Jamesa i Syriusza, którzy męczyli się z fasolą z korzenia waleriany.
            Łapa klepnął się w czoło, po czym Hermiona się uśmiechnęła – lekko ją to rozbawiło.
            – No przecież, pani profesor. My wiedzieliśmy. – Syriusz zgniótł fasolę.
            – Nie wątpię. – Pokiwała głową Gryfonka.
            Hermiona przechadzała się dalej, następie znajdowało się stanowisko Remusa i Petera. Im szło w porządku. Pomimo że Lupin nie miał „odpowiedniej” receptury, szło mu dobrze. Widziała, że wszystkim zajmuje się Remus, a Peter tylko robi dobre wrażenie, lecz po prostu przeszła dalej. Kolejni byli jacyś Ślizgoni. Obejrzała się jeszcze za siebie, ponieważ usłyszała dźwięk bulgotania któregoś z eliksirów. To nie był dobry znak!
            – Merlinie, nie… – Nie zdążyła dokończyć, bo po klasie rozniósł się huk. – Cholera. Kto postanowił zostawić kociołek? – W sali nastała kompletna cisza. W tym samym czasie ze składziku wyszli James Potter i Syriusz Black. Już wiedziała, że to ich kociołek. W sumie to wcześniej im coś podpowiadała. – Po lekcjach przyjdziecie tutaj i wyszorujecie swoje stanowisko. Ma być czyste jak łza. – Wskazała palcem na stolik, na którym znajdował się kociołek. Muszę się trochę uspokoić, pomyślała i policzyła do pięciu. – Wracamy do pracy. – Ton jej głosu się uspokoił.
            Reszta lekcji minęła w niespodziewanym dla niej spokoju. Owszem, chodziła między ławkami, pomagając w przygotowaniu eliksiru, jednakowoż nie było już tej atmosfery, jak przed wybuchem. Bała się, że wypadła zbyt ostro. Miała nadzieję, iż jej się tylko wydaje.
            Godzina minęła jak z bicza strzelił. Uczniowie oddawali jej eliksiry, ona je oceniała, a następnie pozwalała wyjść z klasy. Kiedy wszyscy wyszli, oparła się wygodniej na krześle i westchnęła. Nie nadaję się na nauczycielkę, przemknęło przez myśl szatynce. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
            – Proszę.
            Do środka weszła Lily Evans.
            – Chodź, Lily. – Uśmiechnęła się słabo. – Coś się stało?
            – Właściwie to nie, tylko mam do pani pytanie. – Wykręcała swoje palce, stresowała się czymś. – Będzie prowadziła pani jakieś dodatkowe zajęcia?
            – Jeszcze o tym nie myślałam, szczerze powiedziawszy. – Przeciągnęła ostatnią głoskę. – Pomyślę nad tym jeszcze. Jak coś, to podejdź do mnie na następnych zajęciach, dobrze? Dam ci znać, co z tymi zajęciami.
            – Dobrze, dziękuję – powiedziała i szybko wyszła.
            Hermiona spojrzała w okno. Zauważyła, że nawet wybuch w klasie ubrudził okna.
            – Pięknie, naprawdę pięknie. – Pokiwała głową.
            Później wstała, zebrała swoje rzeczy i poszła do biblioteki. Chciała zobaczyć, czy nie ma przypadkiem jakiejś książki o zmieniaczach czasu. Była pewna, że znajdzie coś na ten temat. W końcu to biblioteka Hogwartu.
            – Zmieniacze czasu, zmieniacze czasu – mamrotała pod nosem Hermiona.
            Spędziła już w bibliotece ponad pół godziny i dalej nic nie znalazła, a przynajmniej nic konkretnego. W ręce wpadła jej książka, z której tak de facto nic nowego się dowiedziała.
            Podświadomie wiedziała, iż najpierw powinna się skupić na zabraniu zmieniacza czasu Anthonowi Nottowi, dopiero później za naprawę swojego, jednak wolała być spokojna, że może wrócić do przyszłości. Czuła się nieswojo w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym siódmym roku, już tego dnia ogarniała ją delikatna tęsknota za swoimi czasami.
            Przeglądała grzbiety książek – dalej nic konkretnego. Myślała, że zna tę bibliotekę jak własną kieszeń, jednak przeliczyła się. Nie zapamiętała układu akurat tej półki, na której może znajdować się ta książka. Wcześniej jakoś szczególnie nie interesował ją zmieniacz ani podróże w czasie, dlatego nie zagłębiała się w tę część biblioteki.
            – Szuka pani czegoś? – zapytał ktoś zza jej pleców.
            Odwróciła się za siebie. Dostrzegła, że stoi za nią Remus Lupin. Z niewiadomych przyczyn Hermionę zdziwiła jego obecność.
            – Właściwie to tak, ale dam sobie sama radę – powiedziała szybko i wróciła do jakże ciekawej czynności szukania czegoś, co w sumie nie wiedziała, jaki nosi tytuł.
            Remus tylko wzruszył ramionami i sięgnął po książkę, która najpewniej była mu potrzebna na zajęcia transmutacji. Szatynka spojrzała na tytuł opasłego tomiszcza, które właśnie sięgnął Lupin. Transmutacja dla zaawansowanych i animagia.
            Dziewczyna żałowała, że nie może uczyć transmutacji. Osobiście wolała o wiele bardziej ten przedmiot niż eliksiry. Może była to kwestia nauczyciela, który ją uczył. W końcu pięć lat nauki eliksirów ze Snapem zrobiło swoje.
            Nagle jej wzrok przykuł jakże wybitny tytuł Podróże w czasie. Sięgnęła po nią i przejrzała na szybko kilka stron. Później jeszcze zajrzała na spis treści i, ku jej zadowoleniu, odnalazła tam budowę zmieniacza czasu. Bez zastanowienia wypożyczyła książkę i wróciła do swojego dormitorium. Usiadła wygodnie na kanapie i zaczęła wertować lekturę.

            Zmieniacz czasu ma skomplikowaną budowę. Dzieli się na tak zwane części stałe i przenoszące.
            Do części przenoszących zaliczamy:
            1. Klepsydrium – część w kształcie klepsydry; najważniejsza część w zmieniaczu czasu. Odpowiada za możliwość podróży.
            2. Obrotnik – część wokół klepsydrium; odpowiada za to, o ile przenosi zmieniacz.
            3. Sproszkowane pióra hipogryfa – element znajdujący się w klepsydrium, dzięki któremu zmieniacz nabiera mocy.
           
            Do części stałych zaliczamy:
            1. Montownik – utrzymuje wszystko na miejscu; gdyby nie on, cała konstrukcja by nie zadziała.
            2. Okrąg zmieniacza – kółko znajdujące się wokół całej konstrukcji. Wyznacza powierzchnię w jakiej mogą znajdować się części (jeśli nie znajdują się na konkretnej, zmieniacz czasu nie zadziała!).
            Poszczególne części są dokładniej opisane w dalszych działach.
           
Hermiona nie wiedziała, że cały układ jest tak skomplikowany. Może nie aż tak bardzo, ale ułożenie wszystkich części w odpowiedni sposób zajęłoby kilka tygodni, w polotach miesięcy. Westchnęła i opadła na poduszkę, po czym zamknęła oczy. Na chwilę wyłączyła swoje myśli, jednak nie trwało to długo. Już po chwili ktoś jej przeszkodził. Był to sir Cadogan.
            – Pani Lavoisier, profesor Slughorn chce się z panią spotkać – obwieścił, kłaniając się.
            – Dobrze, zaraz wyjdę. – Podniosła się z kanapy i ruszyła ku wyjściu.
            Gdy tylko wyszła, przed nią stał profesor Slughorn. Odsunęła się trochę.
            – Witam, pani Lavoisier – przywitał się uprzejmie. – Chciałem z panią porozmawiać.
            – Dobrze, niech pan wejdzie. Sir Cadagonie, otwórz przejście.
            Portret się odsunął,  a Hermiona i Horacy mogli wejść do środka.
            – Więc, pani Lavoisier, przyszedłem do pani ze sprawą Klubu Ślimaka. – Podparł się dłońmi o boki.
            – Czym jest ten Klub Ślimaka? – Szatynka dobrze wiedziała, o czym mówi Slughorn, jednak nie mogła się z tym ujawnić. Mógłby nabrać podejrzeń.
            – Zbieram wszystkich najlepszych uczniów w tym Klubie i co jakiś czas odbywają się spotkania. Nic niezwykłego. Po prostu zwykły obiad albo kolacja. Można się spotkać i porozmawiać, zazwyczaj jest miła atmosfera.
            Hermiona pokiwała głową. Zdawała sobie sprawę, do czego zmierza profesor Slughorn.
            – Chciałem się zapytać, czy prowadziłaby go pani ze mną. Ostatnio z moim zdrowiem nie najlepiej, a pani także uczy eliksirów i słyszałem, że się pani na tym dobrze zna – powiedział i odkaszlnął. – Ma się rozumieć od dyrektora.
            – No nie wiem… – Zawahała się. Nie chciała brać na siebie dodatkowych obowiązków. Jej misją było zabranie zmieniacza Nottowi i powrót do przyszłości, nie uczestniczenie w jakichś biesiadach, lecz coś nie pozwalało jej odmówić. Profesor Slughorn patrzył na nią wyczekująco. – No dobrze – odparła szybko.
            – Och, bardzo się cieszę, że pani się zgodziła. – Klasnął w dłonie. – Jakby pani mogła, to proszę poinformować wybranych przez panią uczniów, że pierwsze spotkanie odbędzie się za dwa tygodnie w piątek o osiemnastej.
            – Dobrze.
            – Do zobaczenia – powiedział i wyszedł z lokum Hermiony.
            W co ja się znowu wpakowałam?, przemknęło szatynce przez myśl. Była na siebie zła, bardzo zła. Przecież nie jest tutaj, żeby prowadzić Klub Ślimaka. Ma znacznie ważniejsza misję niż to. Ale już się zgodziła, teraz głupio byłoby się wymigiwać od tego.


            Panna Granger, tudzież Lavoisier, zmierzała do sali eliksirów. Teraz żałowała, że dała karę Syriuszowi i Jamesowi. W tym czasie mogłaby przeczytać książkę o zmieniaczach czasu i dowiedzieć się czegoś istotnego, a tymczasem musi pilnować tych dwóch. Równie dobrze mogłaby ich zostawić samych, ale nie chciała ryzykować. Już podczas jej obecności kociołek wybuchnął, a co dopiero mogłoby się stać, gdyby jej nie było!
            Rogacz i Łapa czekali już na Hermionę przed salą. Wiedzieli, że wysprzątanie ich stanowiska z rozwalonym już kociołkiem nie będzie proste. Pierwszą warstwę pokrywał kurz, później popiół, jakaś sadza i na to wszystko jeszcze dziwna maź (źle uwarzony eliksir, który nieco stężał).
            Szatynka, widząc Syriusza i Jamesa, westchnęła w duchu. Naprawdę nie miała ochoty z nimi teraz siedzieć. Przyspieszyła kroku i, gdy była już u drzwi, otworzyła je.
            – Wchodźcie. – Teraz nie zamknęła już drzwi, zbytnio tam śmierdziało. – Różdżki. – Wyciągnęła rękę, a oni je oddali. – Te zapasowe też. – Kolejne dwie różdżki trafiły w jej dłonie, odłożyła je na biurko. – Tak, jak mówiłam, wysprzątacie swoje stanowisko i będziecie wolni.
            – Pani profesor, ale… – zaczął James.
            – Nie ma „ale”. – Urwała mu ostro. – Macie to wysprzątać.
            – Ale będziemy siedzieć tu do rana.
            – Nie przesadzaj, Syriuszu. Jak weźmiecie się do roboty, to przed wieczorem skończycie.
            Nie pozostało im nic innego jak wysprzątać ich stolik. Hermiona wyczarowała im wiadro ze ścierką i jakimś detergentem. Oczywiście co Syriusz i James mogą zrobić z mokrą szmatką? Zaczną się nią okładać. Hermiona klepnęła ręką o czoło.
            – To do sprzątania, a nie żeby się tym bić – powiedziała. – Jeszcze któryś sobie tym oko wybije.
            Na te słowa Syriusz złapał się za lewą część twarzy i zaczął udawać, że coś mu się stało, teatralnie oczywiście. James roześmiał się perliście.
            – Sprzątajcie. – Uśmiechnęła się subtelnie Hermiona. Rozbawiła ją nieco ta sytuacja.
            Syriusz i James wzięli się do roboty. Przez pierwsze pół godziny szło im to dość sprawnie, lecz gdy przyszła pora na smar, nie było już tak pięknie. W ogóle nie chciało to zejść, a oni to tylko rozmazywali.
            – Pani profesor, to gówno nie chce zejść – rzekł z frustracją Syriusz.
            – Ten smar nie chce zejść – poprawiła go Hermiona. – Nie wiem, czy tknąłbyś się tego, o czym wcześniej powiedziałeś.
            James roześmiał się.
            – Widzę, że się pani humor trzyma – sarknął Syriusz.
            – Najwidoczniej. – Wzruszyła ramionami Hermiona i podeszła do chłopaków.
            – Nie rozcierajcie tego, bo jest tylko gorzej. Spróbuj jakoś inaczej. – Założyła ręce na piersi.
            – Pani to jednak ma świetne pomysły – powiedział Syriusz i zagryzł wargę, gdy próbował jakoś odlepić smar. – Najlepszy pani miała, jak nam dała szlaban.
            – Ma się tę głowę nie od parady. – Klasnęła dłonie. – Sprzątajcie, sprzątajcie, bo nie mam zamiaru tu siedzieć do wieczora. – Pogoniła ich szatynka.
            – Pani nas nie pogania – wtrącił James. – Ma być czyste jak łza – powiedział ironicznie, powtarzając słowa Hermiony, które padły podczas lekcji.
            – Zaraz zarobicie minusowe punkty. – W jej głosie brzmiała powaga.
            Syriusz wzruszył ramionami, a na jego usta wkradł się cwaniacki uśmieszek.
            – Pani myśli, że pierwsza nam minusowe punkty daje…
            – Nie, obstawiam, że przez te poprzednie lata nauczyciele nie szczędzili punktów. – Podparła się dłońmi o biodra.
            – Syriusz, zamknij się i pomóż mi to wyczyścić, bo sam nie dam rady – powiedział James, odrywając kawałki smaru. – Merlinie, kto to wymyślił?! – Spojrzał się za siebie. – No tak…
            – Sprzątajcie, dużo wam już nie zostało. Teraz może być tylko lepiej.
            I rzeczywiście tak było. Posprzątanie całej ławki poszło naprawdę szybko. Najgorzej było przedrzeć się przez smar. Musieli go odlepiać, a on dodatkowo przyklejał się do rąk.   Cała kara, ku zaskoczeniu Hermiony, minęła w bardzo miłej atmosferze. Syriusz i James cały czas coś zagadywali. Po prostu jej się nie nudziło, jak to zwykło bywać nauczycielom na pilnowaniu uczniów na szlabanach. Przez te dwie godziny odnalazła już różnice, i to wiele, między Harrym a Jamesem. Są zupełnie inni względem charakteru, dwa wielkie przeciwieństwa. James jest pewny siebie, charyzmatyczny i z ciętym językiem, zaś Harry często niepewny w swoich decyzjach, niegrzeszący elokwencją.
            Szlaban skończyli koło siedemnastej. Szatynka cieszyła się, iż nie musiała długo siedzieć i ich pilnować. Nie miała na to ochoty, chociaż te dwie godziny nie okazały się wcale takie złe, nawet miło upłynęły.
            – Do widzenia, pani profesor – odezwali się jednocześnie James i Syriusz.
            Hermiona miała ochotę parsknąć śmiechem, jednak na jej twarzy pojawił się tylko subtelny uśmiech.
            – Do widzenia – odrzekła i ruszyła do swojego lokum. Naprawdę chciała już odpocząć.


Hej! :)
Po długiej przerwie przychodzę do was z nowym rozdziałem. :D Przyznam się, że nie patrzyłam na kalendarz, kiedy mam opublikować rozdział i tak sobie żyłam ze świadomością, iż ma być dwudziestego. Ale tydzień przed opublikowaniem rozdziału stwierdziłam, że napiszę go. I tak też zrobiłam. Po czym chciałam ustawić publikację i tak jeszcze dla pewności sprawdziłam, że ma być na 20. A tu, że na dwunastego. I miałam takie "Dobrze, że to napisałam, bo chyba byście mnie zjedli". Bo chyba w miesiąc już trzeba napisać rozdział!
Ale dobra... Spraw organizacyjnych dużo  nie ma... W sumie to w ogóle. :P
Wyjaśniam wam również, dlaczego tak długo musieliście czekać na rozdział. Poprawki, poprawki i jeszcze raz poprawki... Kończę gimnazjum i za cel postawiłam sobie średnią 5.0 - udało się! Normalnie aż się tym pochwaliłam. ;D Mam nadzieję, że dostanę się do tej szkoły, którą sobie wymarzyłam (Technikum Cyfrowych Procesów Graficznych - Grafik). :)
A wam jak mijają ostatnie dni nauki...? Chociaż już nie wszystkim, ponieważ niektórzy już pokończyli szkoły. Ostatnio śmieję się z mojego przyjaciela, który napisał już maturę, że teraz "leży i pachnie". :D
To chyba tyle. Jak zwykle się rozpisałam o w sumie pierdołach. :P
Pozdrawiam! 

14 komentarzy:

  1. Haaaaj! B)
    Eee tam, niech Hermiona nie narzeka. Według mnie dość dobrze wypadła w roli nauczyciela, choć jak kto woli. Sama bym chciała mieć takiego od chemii.
    Boże, ten Slughorn jeszcze coś kombinuje... Jak to Hermiona ma wybrać najlepszych uczniów w ciągu dwóch tygodni? Dobra, może jej się uda, gdyż zakładam, że wybierze Lily i Snape'a (O ile nie są już zarezerwowani przez Slughorna), a na Jamesa, Syriusza i Petera nie ma co liczyć. Oczywiście mogą być dobrzy w innych dziedzinach, ale Hermiona jako nauczycielka eliksirow ma niewielkie pole do popisów. O, albo zaprosi Notta! Będzie miała więcej czasu na poznanie go xD
    Syriusz i James tacy aww <3 Wszędzie widzą jakieś spiski (prawilni aurorzy), a zarazem humor ich nie opuszcza <3 Kocham, kocham, kocham <3
    Uoo, jesteś pierwszą osobą jaką spotykam, która aż tak skupia się na budowie zmieniacza czasu. No no, jestem pod wrażeniem. A teraz Hermionka pobawi się w Boba Budowniczego i będzie składać zmieniacz do kupy xDD
    Ogółem to czekam na jakąś akcję z Nottem. Jestem cholernie ciekawa jak poprowadzisz tę postać.
    Och, a to może z nim będzie pairing? ^*^
    Oceny są w miarę okej, jestem trzecia w rankingu klasowym z średnią 4.1 XD Ale w trzeciej klasie się postaram.
    Pozdrawiam!
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... Slughorn, to Slughorn. Zawsze wydawało mi się, że jest bardzo... uprzejmym facetem, więc doszłam do wniosku, ze dobrze by było by zaprosił Hermione do Klubu Ślimaka. ;)
      Ten zmieniacz czasu to po czesci pomysł mój, a po czesci podpowiedział mi przyjaciel. :D Pomógł mi wymyślić zmieniaczologię (slowotworstwo xD). :)
      A pairing nie będzie z Nottem. ;) To moja słodka tajemnica... *Smieje się* Aż do moment, kiedy zobaczycie jaki będzie pairing. :D Obstawiam ok. 20 rozdziału.
      Też uwielbiam Syriusza i Jamesa. Cieszę się, ze wyszli "Awwwww..." ;D
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Rozdział wydaje mi się bardziej taki trochę "przejściowy", lekki, dobrze się czytający :D
    Hermiona jak na pierwszy dzień zrobiła na mnie dobre wrażenie. Och jakby ja chciała by mój nauczyciel od chemii taki był... (zawsze można pomarzyć, no nie xD)
    Instrukcja (?) budowy zmieniacza była tak napisana, że aż mój atechniczy mózg się przeraził... A tak na poważnie wyglądała i zabrzmiała profesjonalnie, jak żywcem wyjęta z jakieś magicznej księgi...
    Trochę śmiesznych śmiesznych sytuacji z Huncwotami - standard... Do czego słyszy szmatka drogie dzieci, Syriusz: "Aby się nimi obkładać razem z Jamesem" XD
    Ogólnie marny chyba mi wyszedł ten komentarz...
    Pozdrawiam ^^
    PS. Gratuluję ładnej średniej. U mnie 4,8 (nie chwaląc się najwyższa w klasie), pasek będzie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chciałam, żeby był to taki trochę lżejszy rozdział. Ale moge obiecać, ze kolejny już taki nie będzie. ;) Ponad połowa już napisana! :D
      Pomysł o zmieniaczach czasu podsunął mi przyjaciel. Z resztą pomógł mi wymyślić całą tą zmieniaczologię. ;D
      Pozdrawiam i rowniez gratuluję paska na świadectwie! :)

      Usuń
  3. Według mnie jak na pierwszy dzień Hermionie dobrze poszło.
    Jeszcze ma prowadzić Klub Ślimaka ze Slughornem i zaprosić uczniów. Może Notta zaprosi. Chyba że na poznanie go wymyśliła już inny sposób.
    Podoba mi się ten dokładny opis budowy zmieniacza czasu.
    Ciekawa jestem jak Hermionie będzie szła naprawa.
    No i nie spodziewałam się, że szlaban minie w takiej dobrej atmosferze. Ale to dobrze, bo Hermiona się nie nudziła, a chłopakom też to szybko minęło.

    Czekam na kolejny rozdział.

    PS: Gratuluję takiej wysokiej średniej.
    Ja już na studiach jestem i staram się o to, żeby nie powtarzać przedmiotów w kolejnym semestrze. Jeszcze kilka mam niepewnych i w następnym tygodniu są ostatnie poprawki.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sądzę, że Hermionie jak na pierwszy dzień poszło dobrze, ale to Hermiona i po prostu musi trochę się naprzeżywać. ;)
      Cieszę się, że podoba ci się ta cała zmieniaczologia. :D

      Usuń
  4. Przeczytałam już wcześniej rozdział i dopiero teraz komentuje. Wybacz, że tak późno ale nadrabiam zaległości.
    Hermiona odnajduje się w nowej rzeczywistości, chociaż z pewnością nie jest jej łatwo. Mimo wszystko bardzo ją podziwiam.
    Ta dziewczyna jest ciepła i odpowiedzialna. I wspaniale pokazujesz jej postać. Uwielbiam Twoje opowiadanie. I będę wpadać na bieżąco by czytać i komentować opowiadanie.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa. <3
      Cieszę się, że udało mi się dobrze pokazać postać Hermiony. :D
      Również pozdrawiam! :*

      Usuń
  5. Jakoś czasy Huncwotów do mnie nie przemawiają, choć czasem miałam chęci zagłębić się w jakieś opowiadanie tego typu z nadzieją, że się przekonam do nich. Twoje opowiadanie jak na razie mnie przekonuje :) Lubię Hermionę i wszelkie powinowactwa ze śmierciożercami i jestem bardzo ciekawa o co tu chodzi z tym Nottem, co ze zmieniaczem czasu, czy Hermiona wróci do swoich czasów itp. Obejrzałam zwiastun i tylko spotęgował moja ciekawość!
    Czekam na kolejny rozdział, a tymczasem życzę weny i pozdrawiam,
    Niedoskonała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie, ze opowiadanie się podoba. :D
      I mam nadzieje, ze uda mi się przekonać Cię do czasów Huncwotow. ;
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  6. Hah, gdy przeczytałam na poczatku, ze James mowi - "Nie pokazuj tak, tylko chodź, bo już wchodzą do klasy" - to pomyslałam, ze to nie moze byc James, którego ja znam :D on tak nie mówi, a juz na pewno nje do Syriusza ;) na szczęście potem, na szlabanie, zachowywali sie znacznie bardziej prawdopodobnie, czasem to wręcz bezczelnie. Ale chyba pomogli sie Hermionie choc troche odstresować, bo na lekcji była az za sztywna miałam wrażenie; a jednocześnie nadal budziła w nich jakis respekt. Mysle, ze Granger poradzi sobie całkiem niezle na stanowisku nauczycielki ;) No i ciekawe, czy Lily bedzie zadowolona jedynie tym, zd Hermiona pomaga Slughornowi w organizowaniu Klubu; sadze, ze raczej nie o to jej chodziło.
    Ciesze sie, ze Granger szuka czegos o zmieniaczach czasu. Ale jesli ma wszystkie czesci, to moze jakoś udałoby sie jej go naprawić?
    Czekam na ciąg dalszy z niecieprliwoscia i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście nie przemyślałam tego tekstu Jamesa. xDD
      Ale dobrze wyszło na szlabanie! :D Trochę bezczelnie, ale z Hermioną można podyskutować, w końcu ma cięty język. ;)
      O tym zmieniaczu troszkę więcej w kolejnym rozdziale. ;)
      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  7. Cześć ;P W końcu udało mi się zobaczyć zwiastun! Naprawdę dobra robota, gdybym nie czytała opowiadania to po obejrzeniu zwiastunu na pewno bym to zrobiła ;) Tak mi się spodobało, że sama zrobiłam dwa. Hm... mam nadzieję, że Hermiona jakoś naprawi ten Zmieniacz, bo jak ona wróci do swoich czasów? No i poradziła sobie nie najgorzej w roli nauczyciela. Slughorn jak zawsze musi coś wymyślić biedna Miona teraz się będzie zastanawiać kogo wybrać... A gdzie Nott? Uwielbiam to zdjęcie Emmy na szablonie? Jak nie to mówię *_*
    Pozdrawiam i życzę miłych wakacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka! :)
      Miło mi, ze zwiastun do podobał. :D Szczerze mówiąc, nieźle się nad nim nacwiczylam i miło mi słyszeć pozytywne opinie. :D
      Oj, tak, Hermion będzie musiała naprawić zmieniacz. :P Zobaczymy, a raczej Wy zobaczycie, bo ja wiem, hihi. ;D
      Noty jest na ostatnim roku, a Hermiona miała zajęcia z rok mlodszymi od niego. ;)
      Heh, to zdjęcie mi akurat podpasowalo, dlatego je dałam. ;) Ale w sumie mi też się podoba, chociaż szablon mi się już troszkę znudził i chyba będę zmieniac. xD
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń