czwartek, 11 maja 2017

Trzeci rozdział


Beta: Sovbedlly 

                                Pani Pomfrey biegała między łóżkami pacjentów Skrzydła Szpitalnego. O dziwo tamtego dnia trafiło tam kilkanaście osób. Piętnasty września okazał się wyjątkowo pechowy dla co niektórych. Pielęgniarka starała się robić wszystko jak najsprawniej, by pacjenci nie musieli czekać zbyt długo na jej pomoc. Na początek zaczęła opatrywać Ślizgona, który najprawdopodobniej złamał rękę i trochę się poobijał. Poppy Pomfrey zawsze uważała, iż Quidditch jest niebezpieczną grą i mocno trzymała się swojej teorii.
                                Zaopiekowawszy się Ślizgonem, zajęła się dziewczyną. Reszta uczniów przychodziła do niej z między innymi z lekkim przeziębieniem czy katarem. Większość chciała się najzwyczajniej w świecie wymigać od uczestnictwa na lekcjach. Pewien uczeń na początku roku stwierdził, że to fantastyczny pomysł, jednakowoż po jego dniach wolnych od zajęć chwalił się swoim oszustwem. Najzwyczajniej w świecie rzucił na siebie jakiś czar powodujący objawy grypy.
                                Pani Pomfrey stwierdziła, iż więcej nie da sobie wyciąć takiego żartu i będzie badać uczniów bardzo dokładnie. Teraz musiała się skupić na badaniu dziewczyny, która niewątpliwie nie była uczennicą Hogwartu. Podobno jacyś chłopcy odnaleźli ją na błoniach Hogwartu – już wtedy nie umieli nawiązać z nią kontaktu, toteż od razu zawiadomili panią Pomfrey. Nie wiedziała, czy może przyjąć kogoś spoza uczniów, jednakowoż nigdy nie dostała wyraźnego zakazu, więc postanowiła pomóc dziewczynie.
                                Na początek lekko nią potrząsnęła, by sprawdzić, czy szatynka się obudzi. Niestety, to nie podziałało. Następnie zaczęła ją badać za pomocą jakiegoś zaklęcia. Nie miała żadnych urazów ani nic w tym rodzaju. Jedynie nabiła sobie kilka siniaków przy upadku. Poppy podeszła do szafki z różnymi eliksirami i wyciągnęła flakonik z dziwnym zielonym płynem o gęstej konsystencji. Wstrząsnęła nim kilkakrotnie, zmienił kolor na niebieski. Nalała parę kropel na łyżeczkę i włożyła ją do ust dziewczyny. Ona w efekcie zaczęła szybko mrugać. Obudziła się.
                                – O fuj – mruknęła, poczuwszy okropny smak na języku.
                                Dopiero później zorientowała się, iż znajduje się w Skrzydle Szpitalnym. Poppy Pomfrey obserwowała, co robi pacjentka. Ta spojrzała na pielęgniarkę.
                                – Dzień dobry – powiedziała, biorąc łyk wody, która stała na szafce.
                                – Dzień dobry, kochana – odpowiedziała, dalej uważnie przypatrując się szatynce. – Czy mogę wiedzieć, jak się nazywasz?
                                Hermiona się zawahała. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Profesor McGonagall podała jej jedynie świadectwo ukończenia Beauxbatons, lecz nie powiedziała, jak się nazywa. Szatynka wcześniej nie pomyślała, żeby to sprawdzić, gdyż nie sądziła, iż od razu wyląduje w Skrzydle Szpitalnym.
                                – Eeee… – Rzadko się zdarzało, iż nie wiedziała, co odpowiedzieć. – Ja… Czy mogę iść do łazienki?
                                – Oczywiście. – Pani Pomfrey pokiwała głową. – Wiesz, gdzie się znajduje?
                                – Tak – odpowiedziała i wstała z łóżka.
                                – Jakbyś poczuła się źle, to przyjdź do mnie – mówiła z powagą pielęgniarka.
                                Hermiona odwróciła się jeszcze w jej stronę i rzuciła przez ramię ciepły uśmiech. Dopiero teraz zwróciła uwagę, że nie zna żadnych uczniów, mimo iż nie wyglądają na dużo młodszych od niej. Mogłaby jeszcze się z nimi spotkać na ostatnim roku w Hogwarcie.
                                Również pani Pomfrey wyglądała na młodszą, czyli podróż w czasie się udała. Cieszyła się, iż obyło się bez większych komplikacji, tylko zastanawiała się, czy trafiła do odpowiednich czasów.
                                Już po chwili jej wątpliwości zostały rozwiane. Zobaczyła Jamesa Pottera – nie mogła go pomylić, był tak podobny do Harry’ego. A z resztą wcześniej widziała go na zdjęciu. Z ożywieniem rozmawiał z kimś o jakimś pewnie bardzo fascynującym temacie. Hermiona obstawiała, iż rozmawiają o Quidditchu.
                                Szybko odwróciła od nich wzrok, zanim jeszcze zauważą, że im się przygląda. Szybkim krokiem ruszyła do łazienki dziewczyn. Gdy mijała korytarze zamku, zauważyła, że nie zmienił się jakoś bardzo. Ba! Prawie w ogóle. Może lekko wpłynęły na niego minione lata, jednakowoż nie odczuwało się większej różnicy.
                                W końcu trafiła do łazienki dziewcząt. Ta również nie uległa żadnym zmianom. Nawet płytki, którymi została wyłożona, miały identyczny kolor. Nagle przypomniało jej się, jak warzyła w tej łazience eliksir. A raczej jeszcze w niej tego nie robiła, to wydarzyło się w przyszłości. Dopiero teraz zauważyła, iż nie ma jeszcze tej niewielkiej plamy znajdującej się koło umywalek. Gdy warzyła eliksir wielosokowy, po prostu gdzieś chlapnął i pozostawił po sobie brzydką plamę. Próbowała to jakoś wyczyścić – nawet zaklęciem, lecz nie udawało się to.
                                Hermiona szybko wyciągnęła pergamin, które dała jej profesor McGonagall. Zaczęła szybko czytać, po czym odetchnęła z ulgą, gdyż dyrektorka nie zmieniła jej imienia, jedynie nazwisko. Teraz nazywa się Hermiona Lavoisier. Cieszyła się, że jej imię pozostało bez zmian. Lubiła je i nie wyobrażała sobie, iż ktoś mógłby zwracać się do niej inaczej. Według świadectwa miała tyle lat, ile naprawdę posiadała, czyli dwadzieścia jeden. Wydawało jej się, że jest trochę młoda jak na nauczycielkę, jednakowoż nie widziała jak na razie innego wyjścia. Uważała, iż profesor McGonagall wie, co robi, powierzając jej to zadanie. Sama jej powiedziała, żeby się przyjęła jako nauczycielka.
                                Nagle Hermionie przypomniało się o zmieniaczu. Szybko przyłożyła rękę do srebrnego łańcuszka. Ku jej uldze zmieniacz czasu znajdował się na nim. Złapała go w dłonie, następnie ściągnęła go z szyi.
                                – Cholera – mruknęła z irytacją.
                                Zmieniacz czasu był popsuty. Zniszczył się środek, który, gdy się obracało, przenosił w czasie, po prostu złamał się na pół. Potłukła się także klepsydra.
                                Hermiona przed oczyma miała już czarne scenariusze, że nie wróci do swoich czasów, przeszłość ulegnie zmianie, co doprowadzi do znacznych zmian w przyszłości, nie wiadomo czy dobrych, czy złych. Szatynka oparła się dłońmi o umywalki, trzymając w dłoni zmieniacz czasu. Spojrzała w lustro i dopiero wtedy zauważyła, że ktoś za nią stoi. Szybko obróciła się w stronę brunetki. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Po prostu bez słowa wyszła z łazienki. Idąc przez korytarze szkoły, schowała do kieszeni spodni zmieniacz czasu.
                                Kiedy przeszła już jakieś dwieście metrów, usiadła na ławce. Musiała wszystko przemyśleć. Jej mózg pracował na najwyższych obrotach, ponieważ nie podobała jej się sytuacja, w której się znajdowała. Najbardziej bała się tego, że nie będzie mogła wrócić do przyszłości. Naprawdę nie chciała dopuścić do żadnych komplikacji. Nie mogła zmieniać przeszłości. Muszę zabrać zmieniacz czasu. I to jest to nieingerowanie w przeszłość?, przemknęło jej przez myśl, po czym słabo się uśmiechnęła. Na szczęście trwały lekcje i nikt jej nie przeszkadzał w przemyśleniach. Oparła się o ścianę, rozejrzała po korytarzu.
                                W jej stronę szedł jakiś mężczyzna, może z pięć lat starszy od niej. Skądś znała tę twarz, jednakowoż nie mogła sobie przypomnieć skąd. Był średniego wzrostu, miał jasnobrązowe włosy sterczące na wszystkie strony oraz, co Hermiona zauważyła, brązowe oczy.
                                – Cześć – przywitał się niepewnie, podchodząc do niej. – Czekasz na k-kogoś?
                                – Eee… – Zawahała się, co ma powiedzieć. Rzadko jej się to zdarzało, ale sytuacja, w jakiej się znajdowała wprawiła ją w lekkie zakłopotanie. – Właściwie to… Muszę iść do profesora Dumbledore’a.
                                – Ja t-też się tam wyb-bieram. –  Brązowowłosy bardzo się jąkał.
                                – A mogę wiedzieć, jak się nazywasz? – Spojrzała nań, unosząc brwi.
                                – K-Kwiryniusz Quirrell.
                                I nagle dla Hermiony stało się jasne, skąd go zna. Przecież to było takie proste. Po prostu go nie poznała. Quirrell zawsze kojarzył jej się z turbanem na głowie. Pewnie jeszcze nie stał się sługą Voldemorta.
                                – Coś się stało? – Spojrzał niepewnie na Hermionę.
                                – Nie, wszystko w porządku. – Posłała Kwiryniuszowi uśmiech, chociaż bardziej wyszedł z tego grymas, jednakowoż on chyba tego nie zauważył. – To ja już może pójdę – powiedziała, po czym podniosła się i ruszyła w stronę gabinetu dyrektora.
                                – Za-zaczekaj! – krzyknął za nią Quirrell.
                                Odwróciła się i zobaczyła biegnącego za nią Kwiryniusza. O mało się nie przewrócił, chcąc ją dogonić. Gdy w końcu zjawił się obok niej, był zasapany. Jego kondycja z pewnością nie należała do najlepszych.
                                – Czy może…?  – Zawahał się. – Mógłbym iść z tobą?
                                Ta tylko wzruszyła ramionami i ruszyła dalej.
                                – A tak w-właściwie, co c-cię sprowadza do dy-dyrektora?
                                Hermionę lekko irytowała dociekliwość Quirella. Nie lubiła wścibskich osób.
                                – Ubiegam się o posadę nauczycielki.
                                – Och,  j-ja też. – Wyraźnie się ucieszył. Chyba nie zrozumiał od razu, że Hermiona może być jego konkurencją.
                                – Chodźmy już. – Hermiona przewróciła oczami.
                                Nie szli długo. Dotarcie do gabinetu dyrektora zajęło im zaledwie kilka minut. Hermiona idąc, trochę rozglądała się po zamku. Niby to ten sam, lecz wydawał jej się obcy.
                                W końcu doszli do gargulca pilnującego gabinetu profesora Dumbledore’a. Dopiero teraz Hermiona zdała sobie sprawę, iż nie zna hasła. Wyglądało również na to, że Kwiryniusz również nie miał pojęcia, jak brzmi. Dziewczyna postanowiła strzelić, jednakowoż próbowała wymyślić coś związanego ze słodyczami. Przecież w przyszłości profesor Dumbledore zawsze używał tego jako hasła.
                                – Czekoladowe żaby – powiedziała na pozór pewnie.
                                Gargulec spojrzał na nią spod półprzymkniętych powiek, po czym otworzył przejście. Ewidentnie wcześniej spał. W sumie co innego pozostało mu do roboty? Raczej rzadko kiedy ktokolwiek przychodził do gabinetu dyrektora oprócz niego samego.
                                Hermiona powolnym krokiem wspinała się po schodach. Nie spieszyło jej się; w głowie układała sobie, co powie, kiedy już wejdzie do gabinetu dyrektora. Patrzyła głównie na schody, lecz czasami jej wzrok uciekał do obejrzenia się za siebie. Tuż za nią kroczył Quirrell. Nie ufała mu. Miała świadomość, że jest to spowodowane tym, iż w przyszłości stał się sługą Voldemorta, więc w tamtym momencie nie mogła mieć do niego pretensji. Hermiona jednak nie umiała pozbyć się tego uczucia, które kumulowało się w niej, kiedy tylko uzmysłowiła sobie, kim jest – nienawiści i odrazy. Miała świadomość, iż Quirrell jeszcze nie wie, że dołączy do Voldemorta, ale ona tak. Nagle przyszło jej do głowy, że może temu jakoś zapobiec. Szybko odrzuciła tę myśl, gdyż przypomniała sobie, iż nie może zmieniać aż zanadto przeszłości. Chociaż czy jeśli to ona zdobędzie posadę nauczycielki, to diametralnie nie zmieni przeszłości? Miała nadzieję, że nie. Może gdy będzie wracać do przyszłości, po prostu on obejmie tę posadę.
                                Wyrwała się z zamyślenia dopiero wtedy, gdy skończyły się schody. O mało się nie przewróciła. Dopiero kładąc dłoń na ścianie, złapała równowagę. Hermiona zdawała sobie sprawę, dlaczego prawie się wywaliła. Po prostu szła jakby w jakimś transie; stawiała cały czas takie same kroki. Gdy schody się skończyły, nie mogła znowu postawić wyżej nogi, tylko straciła równowagę.
                                Stanęła przed drzwiami do gabinetu. Zauważyła, że one ani trochę się nie zmieniły. Wyglądały identycznie jak te w przyszłości. Myślała, iż te z przyszłości zostały wstawione stosunkowo niedawno. Okazało się inaczej. Pewnie zostało na nie rzucone jakieś zaklęcie, bo to niemożliwe, by po bitwie o Hogwart pozostały w nienaruszonym stanie.
                                Za nią stanął Quirrell. Niemal czuła jego oddech. Szybko się obróciła, obdarzając Kwiryniusza srogim spojrzeniem. Nie podobała jej się jego obecność. On nic nie powiedział, tylko się odsunął.
                                Hermiona zapukała do drzwi. Z niewiadomych dla niej przyczyn po karku przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz. Sama zastanawiała się dlaczego. Może dlatego, że za chwilę zobaczy profesora Dumbledore’a? Albo czuje się nieswojo przy Quirrellu? Bardziej obstawiała pierwszą opcję.
                                Po chwili usłyszała znajomy głos dochodzący zza drzwi.
                                – Proszę.
                                Wzięła głęboki wdech i nacisnęła na klamkę. Otworzyła drzwi, następnie niepewnie weszła, zamykając drzwi. Pamiętała o Quirrellu, jednakowoż nie chciała, by uczestniczył w jej rozmowie z profesorem Dumbledorem. Wszedłszy, zauważyła, iż gabinet  dawnego dyrektora znacznie różnił się od tego profesor McGonagall. Na pewno panował w nim rozgardiasz. Po biurku walały się pergaminy, stały stosy książek. Oprócz tego panował przepych, tomiszcza poustawiane były pod ścianami zamiast na półkach. Na tym wszystkim znajdowała się jeszcze cienka warstwa kurzu, która była dość widoczna, gdy padło na to wszystko światło. Hermiona to zauważyła, ponieważ zaszła tam w taką porę dnia, kiedy słońce znajdowało się w odpowiednim punkcie, by jego promienie wpadały do gabinetu.
                                Obok biurka stał profesor Dumbledore i głaskał Faweksa. Zauważyła, że nie zmienił się aż tak bardzo. Owszem, te ponad dwadzieścia lat zrobiło swoje, jednak nie było tak wielkiej różnicy. W przyszłości posiadał więcej zmarszczek, a przynajmniej bardziej widocznych. Oprócz tego bez zmian. Hermionę mimo wszystko lekko zszokował widok dyrektora. Dziwnie się poczuła, zobaczywszy profesora Dumbledore’a, wiedząc, iż w przyszłości on nie żyje i zginął w tak okrutny sposób.
                                – Dzień dobry – powiedziała, starając się zachować naturalny ton.
                                – Och, dzień dobry. – Spojrzał na Hermionę.
                                Chyba mi się udało, przemknęło pannie Granger przez myśl.
                                – Ja przyszłam tutaj w sprawie pracy. – Mimowolnie wzięła głęboki wdech. – Słyszałam, że poszukujecie tutaj kogoś na posadę nauczycielki.
                                – Tak, to prawda. – Spojrzał na Hermionę spod okularów-połówek. – Może usiądźmy i porozmawiamy o tym.
                                Ta wykonała polecenie dyrektora. Przy okazji wyciągnęła z kurtki fałszywe świadectwo. Przelotnie jeszcze spojrzała na wszystkie informacje. Profesor McGonagall zadbała o wszystko. Jej dane mniej więcej się zgadzały, więc nie było ich trudno zapamiętać. Podała takie samo miejsce urodzenia, datę (oprócz roku), jakie było w rzeczywistości, a także jakiej jest krwi. Oceny miała najwyższe, jak to tylko możliwe, czyli to również się nie zmieniło. Jedyne, co zauważyła, że jest inaczej oprócz jej nazwiska, to miejsce zamieszkania.
                                Hermiona trzymała go w rękach. Jakoś nie chciała się wyrywać z pokazywaniem go.
                                – Czy mógłbym? – Dyrektor wskazał ręką na pergamin znajdujący się w dłoni dziewczyny.
                                – Oczywiście, już… – Jej wypowiedź przerwał Quirrell, który otworzył drzwi.
                                – Dzień dobry, ja… – Również nie dokończył.
                                Fałszywe świadectwo ukończenia Beaxbatons stanęło w płomieniach. Hermiona instynktownie je upuściła, po czym dyrektor ugasił je zaklęciem. Niestety spłonęło tak szybko, jak się zapaliło. Z pewnością to nie był przypadek, że właśnie, gdy do gabinetu wszedł Quirrell, pergamin stanął w płomieniach. Hermiona rzuciła mu chłodne spojrzenie, jednak on chyba tego nie zauważył.
                                – Ja… Ja nie wiem, co się stało. Przecież… – Nie wiedziała, co powiedzieć.
                                – Dobrze, to nie pani wina. – Uśmiechnął się w ten typowy dla niego sposób, taki ciepły. – Czy mógłbym pana prosić, żeby poczekać na zewnątrz?
                                Quirrell lekko zawstydzony wyszedł. Dyrektor zaczął mówić:
                                – Proszę pani, poszukujemy kompetentnych osób na nauczyciela. Pracowała już kiedyś pani z młodzieżą?
                                W tamtym momencie Hermiona lekko się zaperzyła. W przyszłości profesor przyjmował wielu niekompetentnych osób na stanowisko nauczyciela, chociażby taka Umbridge. Ona to dopiero miała świetne podejście do młodzieży, pomyślała Hermiona.
                                – Niestety nie, ale myślę, że dam sobie radę. Łatwo nawiązuję kontakty i mam odpowiednią wiedzę – powiedziała pewnie. – Niestety moje świadectwo właśnie spłonęło. – Hermiona zdała sobie sprawę, jak to głupio zabrzmiało. Nagle do głowy przyszło jej porównanie do tekstu, którego kiedyś użyła jej koleżanka z klasy „Pies zjadł moją pracę domową”. – Ale mogę pana zapewnić, panie dyrektorze, że miałam bardzo dobre oceny, w sumie to z wszystkiego najwyższe – dodała.
                                – Pani… – Nie wiedział, jakie kandydatka na nauczycielkę ma nazwisko. –
                                – Hermiona Lavoisier – podpowiedziała.            
                                – Dziękuję. Nie wątpię w to, jednak ma pani uczyć eliksirów, więc dobrze by było, gdyby umiała pani przekazać wiedzę uczniom.
                                Pannę Granger zdziwiły słowa dyrektora. Była święcie przekonana, iż ubiega się o posadę nauczycielki mugoloznawstwa. Wywnioskowała to stąd, dlatego że Quirrell w przyszłości uczył tego przedmiotu zanim podjął się nauki Obrony przed Czarną Magią.
                                – Z pewnością dam sobie radę. – Uśmiechnęła się. – Może mi pan zaufać.
                                Albus Dumbledore podrapał się po brodzie. Intensywnie nad czymś myślał. Patrzył także na dziewczynę.
                                – Wie pani co? – Oparł się wygodniej na krześle. – Przyjmę panią na to stanowisko. Wydaje mi się, że jest pani rozsądną osobą i do tego z dużym zasobem wiedzy.
                                Hermiona uśmiechnęła się na te słowa. Zrobiło jej się miło, iż dyrektor uważał ją za mądrą osobę. Ucieszyła się również dlatego, że udało jej się dostać na tę posadę. Teraz  zadanie było o tyle uproszczone, iż nie musiała się martwić o jakieś miejsce jej pobytu, a także będzie mieć jakieś zarobki. Uważała to za swój pierwszy mały sukces w tamtych czasach, lecz martwiła się, czy już czasem nie naruszyła przeszłości, zabierając Quirrellowi posadę. Miała nadzieję, że nie.
                                – Dziękuję, panie dyrektorze. – Uśmiech nie schodził z twarzy szatynki.
                                Dyrektor odkaszlnął, po czym podjął:
                                – Panno Lavoisier, pani ubrania zostaną przeniesione do pani kwatery. – Machnął za różdżką, zaczął miętosić ją w smukłych palcach. – Nauczycielem eliksirów jest także profesor Slughorn, jednak w tym roku stan jego zdrowia odrobinę się pogorszył i poprosił o jakiś mniejszy etat. Horacy będzie uczył pierwsze cztery roczniki, a pani pozostałe trzy. Czy zgadza się pani na taki układ?
                                Hermiona skinęła głową. Albus Dumbledore za pomocą zaklęcia przywołał kilka książek. Na grzbietach widniały same tytuły związane z eliksirami. Pewnie były to podręczniki do przedmiotu, który ma nauczać Hermiona.
                                – Tutaj, panno Lavoisier, znajdują się podręczniki dla piątego, szóstego i siódmego rocznika. – Wskazał ręką na stos książek. – Prosiłbym o zaznajomienie się z tym, czego ma pani nauczać. – Na chwilę przerwał. Zakończył: – To już wszystko.
                                Hermiona wstała i zmniejszyła  podręczniki za pomocą zaklęcia.
                                – Ach, zapomniałbym – rzekł jeszcze dyrektor. – Pani kwatera znajduje się za portretem Sir Cadogana. I jeszcze plan zajęć. – Podał jej kartkę z rozpiską, kiedy ma prowadzić lekcje.
                                No pięknie, pomyślała Hermiona. W przyszłości po tym, kiedy Syriusz zjawił się w ich szkole, pilnował wejścia do wieży Gryffindoru. Niejednokrotnie dochodziło wtedy do sprzeczek, czy wpuścić danego ucznia czy też nie. Czasami musiała interweniować profesor McGonagall.
                                Hermiona uśmiechnęła się słabo, zbierając zmniejszone książki.
                                – Cukierka? – zapytał, wyczarowując miseczkę ze słodkościami.
                                Pannie Granger poprawił się humor. Wiedziała, że profesor Dumbledore uwielbiał słodycze i szczerze mówiąc, wiedziała, że będzie chciał ją czymś poczęstować. Hermiona grzecznie odmówiła i ruszyła w kierunku Wielkich Schodów. W końcu musiała się jakoś dostać do swojego nowego lokum. Szła powoli; nigdzie jej się nie spieszyło.
                                Na korytarzach Hogwartu panowały pustki. Trwała właśnie lekcja. Kiedy przechodziła obok jednej z sal, nagle usłyszała głośny śmiech. Lekko ją to przestraszyło, jednak po chwili się uśmiechnęła i poszła w swoją stronę.
                                W końcu doszła do Wielkich Schodów. Było to jej najmniej lubiane miejsce w zamku. Nienawidziła żartów robionych przez schody. Jak dla niej nie było to ani odrobinę śmieszne. Wręcz przeciwnie irytowało ją to. Również, gdy tym razem szła schodami, nie było inaczej. Wywinęły jej numer i nagle znalazła się pod portretem Grubej Damy. Co za przebrzydłe schody!, przemknęło jej przez myśl. Westchnęła i znowu próbowała dostać się na siódme piętro.
                                Po kilku minutach dotarła do portretu Sir Cadagona.
                                – Witaj, cna niewiasto. – Ukłonił się ściągając przyłbicę mężczyzna z obrazu.
                                – Witaj, Sir Cadagonie. Wpuścisz mnie? – zadała pytanie, poprawiając włosy. Po tej podróży w czasie jakoś bardzo się puszyły.
                                – To ty jesteś Hermiona Lavoisier, tak?
                                Hermiona w odpowiedzi kiwnęła twierdząco głową.
                                – Proszę bardzo. – Sir Cadagon otworzył przejście.
                                Pannę Granger zdziwiło zachowanie rycerza. Może po prostu z biegiem czasu stał się taki butny. W sumie takie zachowanie Sir Cadagona jej pasowało. Chociaż nie musiała się wykłócać, aby wejść do swojej kwatery.
                                Gdy weszła, jej oczom ukazał się okazałych rozmiarów salon. Był urządzony w barwach Ravenclawu. To nie przeszkadzało Hermionie. Lubiła kolor niebieski. Przy ścianie u wejścia stała kanapa, a po jej bokach fotele do kompletu. Po lewej stronie przy ścianie znajdowała się mała biblioteczka, jeszcze, niestety, niezapełniona książkami. Naprzeciw wejścia umiejscowione były jeszcze jedne drzwi, a obok nich kolejne. Jedne pewnie prowadziły do łazienki, drugie do sypialni. Między nimi stała szafka, na niej znajdował się wazon z kwiatami. Hermionie spodobał się ten akcent. Lubiła kwiaty. Sama u siebie w mieszkaniu starała się je gdzieś umiejscowić, chociaż nie miała do nich ręki. Zazwyczaj uschły, ponieważ szatynka wybywała na cały dzień z domu i wracając zmęczona z pracy, najzwyczajniej w świecie o tym zapominała.
                                Stwierdziła, że pójdzie obejrzeć swoją sypialnię. Ku jej zadowoleniu nie była tak wielka jak salon. Szczerze mówiąc, nie lubiła tak dużych przestrzeni. Wolała, gdy jej lokum jest przytulne. Właśnie taka okazała się sypialnia. Znajdowało się tam tylko łóżko, dwie szafki nocne i niewielkich rozmiarów szafa. Szatynka bez zastanowienia klapnęła na łóżko, po czym się położyła. Mimo wszystko była zmęczona, a to był dopiero początek dnia. Zamknęła oczy i na chwilę oddaliła się myślami. Po prostu się „wyłączyła”. Czasami potrzebowała takiej chwili. W obecnej sytuacji była niemal konieczna. Leżała tak ponad pół godziny. Po tym czasie coś natchnęło ją, by podejść do szafy. W końcu nie wzięła żadnych ciuchów.
                                Czekało ją miłe zaskoczenie. Znalazła tam kilka szat oraz zwykłych ubrań. Pięć par spodni, jakieś dwie sukienki przed kolano, dwie czarne bluzki oraz trzy bluzy w zielonym kolorze. Od razu zmieniła ubrania na coś wygodniejszego. Umówmy się, koszula i spódnica nie należały do najwygodniejszych. Dopiero, gdy ściągnęła buty, poczuła, jak bardzo bolą ją stopy. Ubrała niskie szpilki, nawet nie na długo, i już odczuwała ból. Zazwyczaj stawiała na płaskie obuwie, jednakowoż raz kiedyś ubrała buty na obcasie.
                                Wyciągnęła z kieszeni płaszcza zmniejszone podręczniki i przywróciła je do swoich normalnych rozmiarów. Wzięła do ręki pierwszą lepszą (akurat wpadł jej podręcznik dla szóstego roku) i zaczęła przeglądać, czego ma nauczyć uczniów. Jak przystało na pannę Granger, nad lekturą spędziła bardzo dużo czasu, chociaż nie należało to do jej rekordów. Przeglądała podręczniki prawie do wieczora. Nawet nie zauważyła, kiedy minęły te wszystkie godziny. Stwierdziła, że nie ma ochoty wychodzić ze swojego lokum.
                                Udała się do łazienki. Dopiero teraz jakoś uważniej jej się przyjrzała. Owszem, wychodziła wcześniej za potrzebą, lecz nie zwracała uwagi na wygląd łazienki. Była w podobnych kolorach jak salon – dominował niebieski. Wzięła szybką kąpiel, po czym wróciła do swojej sypialni. Tego wieczoru nie miała jakichś większych planów. Chciała wypocząć na kolejny dzień.
                                Trochę jeszcze poprzeglądała podręczniki, jednakowoż zmógł ją sen. Niemal błyskawicznie oddała się w objęcia Morfeusza.
***

                                Kolejny dzień przywitał Hermionę pięknym słońcem, które wdzierało się przez okno jej sypialni, padając prosto na twarz panny Granger. Nie pozostało więc nic innego, tylko wstać, trochę się oporządzić i iść na śniadanie. Dopiero gdy wstała, zdała sobie sprawę, iż jest głodna. Nie jadła nic od czasu, zanim skonsumowała śniadanie jeszcze w swoich czasach. Jej żołądek ewidentnie domagał się czegoś do jedzenia; głośno zaburczało szatynce w brzuchu.
                                Gdy była gotowa do wyjścia, ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. Jak na Wielkie Schody przystało, wycięły jej kawał i zaprowadziły pod portret Grubej Damy. Akurat wychodziły stamtąd jakieś dwie dziewczyny, co oczywiście nie obyło się bez wymownego spojrzenia. Zaraz pewnie pójdzie w obieg informacja, że Hermiona pojawiła się w zamku. Może nie aż tak szczegółowo, lecz wywoła to drobne plotki. Szatynka sama uczyła się w Hogwarcie, dlatego wiedziała, jak się takie sprawy tutaj mają.
                                W końcu doszła do Wielkiej Sali. Większość nauczycieli siedziała już za stołem. Zauważył ją profesor Dumbledore. Uśmiechnął się do niej, wskazując dłonią na miejsce obok profesor McGonagall. Hermiona szybko przeszła przez środek Wielkiej Sali. Na szczęście jeszcze wielu uczniów nie przyszło, toteż nie czuła się aż tak skrępowana. Zasiadła do stołu.
                                – Dzień dobry. – Uśmiechnęła się delikatnie do Minerwy McGonagall.
                                – Dzień dobry. – Rzuciła jej przelotne spojrzenie.
                                Hermiona nie wiedziała za bardzo co powiedzieć, więc zajęła się konsumpcją śniadania. Coraz więcej uczniów schodziło się na poranny posiłek, byli już prawie wszyscy. Profesor Dumbledore wstał i podszedł do mównicy.
                                – Witam wszystkich – powiedział, po czym poprawił swoje okulary-połówki. – Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zakłócam wam tak ważną chwilę, jaką jest śniadanie, jednak mam dla was pewne obwieszczenie. Do grona pedagogicznego dołączyła nowa osoba. Powitajmy oklaskami panią Hermionę Lavoisier.
                                Szatynka wstała i lekko się ukłoniła. Uczniowie głośno klaskali, co poniektórzy nawet gwizdali. Z pewnością byli to, jak zauważyła, James Potter i Syriusz Black. Rozpoznałaby ich wszędzie, nawet, gdyby ktoś ją obudził w nocy o północy.
                                – Pani Lavoisier będzie uczyła eliksirów roczniki piąty, szósty i siódmy, zamiast profesora Slughorna.
                                Wśród uczniów pojawiło się poruszenie. Jedni się cieszyli, drudzy nie, jeszcze innym było to całkiem obojętne. Najmniej, jak było widać, spodobała się ta informacja Ślizgonom. W końcu Horacy Slughorn jest opiekunem ich domu.
                                – To już wszystko – powiedział Albus Dumbledore, przerywając rozmowy uczniów. – Dziękuję za uwagę i smacznego.
                                Hermiona dziwnie się poczuła. Poczuła się trochę niemile widziana w Hogwarcie, a na pewno przez uczniów Slytherinu. Stwierdziła, że może martwi się na zapas, więc po prostu starała się o tym nie myśleć. Obserwowała uczniów, próbując wychwycić znajome twarze. Jak na razie rozpoznała Huncwotów i Snape’a. Chciała odnaleźć Anthona Notta, nie umiała go dostrzec. Zauważyła, że ktoś jej się bacznie przygląda – była to Lily Potter. Wszędzie by ją poznała. Gdy panna Evans zauważyła, że szatynka jej się przygląda, odwróciła wzrok.
                                Pannie Granger, a teraz raczej Lavoisier, wydało się to dziwne, jednak po prostu to zignorowała. Profesor McGonagall podała jej jakiś złożony kawałek pergaminu. Gdy go rozłożyła, zauważyła, że to plan zajęć. Pierwszą lekcję miała z szóstym rocznikiem – a do tego ze Slytherinem i Gryffindorem. Wiedziała, że nie wyjdzie z tego połączenia nic dobrego. Westchnęła cicho, po czym wstała i udała się do lochów. 


Hej, kochani! :)
Kurczę, napisałam ten rozdział i wydaje mi się, że jest strasznie nudny... Ale musiałam coś takiego dać, żeby wszystko było jasne. ;) A wy co o tym sądzicie? Czekam na wasze opinie.
W ogóle pod ostatnimi postami było tyle pozytywnych komentarzy. <3 Jejciu, nawet nie wiecie, jaki miałam zaciesz na twarzy, gdy je czytałam. :D
Sprawy organizacyjne teraz...
Ostatnio stwierdziłam, że chciałabym do tego bloga zwiastun. Wysłałam zamówienie do zwiastuniowni (zwał, jak zwał), po czym stwierdziłam, ze sama go zrobię i anulowałam tamto zamówienie. :P I się udało! :) Zapodam wam go niżej, ale możecie także przejść przez zakładkę w Menu. Przyznam się bez bicia, że szału ni ma (w końcu ja go robiłam. :P), ale jak na mnie to chyba jest w porządku. :)
Co jeszcze...?
Aha, dodałam wam do stron linka do mojego konta na lubimyczytać.pl. Także, jeśli ktoś jest ciekawy, co tam czytałam (uprzedzam, że tam nie ma wszystkich książek, bo konto mam tylko od niecałego roku), to zapraszam. :) Może kogoś to ciekawi. ;D Jeśli chcecie, to możecie mnie zapraszać do znajomych. :)
Kolejny rozdział będzie, uwaga, dopiero 12. czerwca. Przepraszam was, że tak długo będziecie musieli czekać. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. :>
To już chyba wszystko. :)
Pozdrawiam!
P.S. Jak wam minęła majówka?

14 komentarzy:

  1. Jezusie, znowu kliknelam opublikuj, a napisałam zaledwie dwa słowa >.< Nie ma to jak pisać komentarze na telefonie :')
    Z takich spraw technicznych na początku: pani Pomfrey zapytała Hermionę, czy ta zna drogę do łazienki. Granger odpowiedziała, że tak. Nie wydaje się to nieco podejrzane? Przecież Hermiona dopiero co cofnęla się w czasie (choć Pomfrey zakłada, że to przypadkowa dziewczyna), a już wie, gdzie jest toaleta? I po drugie: eliksir wielosokowy, nie wieloskokowy xD Jak w widzę opowiadaniach wieloskokowy to mam ochotę czymś rzucić xD
    A więc, masz rację, rozdział nieco przynudnawy, lecz przy wzmiance o Syriuszu i Jamesie serce mi podskoczylo xD Miłość do Huncwotow pozostanie zakorzeniona w mym duchu i rozumie już na wieki wieków.
    Kwiryniusz mnie zaskoczył. Miałam takie: "what? Czego on tu chce?". Jak się na początku przyczepil Hermiony (i zanim poznaliśmy tożsamość mężczyzny), myślałam, że to Remus albo Peter. Włosy mnie zmylily, bo od zawsze myślałam, że Quirrel łysy był xD A następnie miałam ochotę nakopac mu do dupy, ponieważ sama jego obecność mnie zawsze wkurza. Tak samo jak Snape'a, którego zakładam, że w twoim opowiadaniu będzie dużo. Ale wracając - spalenie świadectwa było tak bardzo miłe :') Dżentelmen z Quirrela, o ile to on spalił. Może Kwiryniusz wstąpił do śmierciożerców, bo Voldemort obiecał mu lekcje etyki? Czego by tu nie zrobić, aby się przypodobać dziewczynom (spalanie świadectwa do pracy się raczej nie wlicza).
    Tak trochę Dumbledore zbyt szybko przyjął Hermionę na to stanowisko. Ot tak, po prostu? "Zatrudniamy kompetentnych ludzi". Noo, skoro w taki sposób zatrudnia, to nie dziwię się obecności Lockharta oraz Umbridge :')
    Ładny trailer, choć zabrakło mi takich efektów specjalnych xd Ale nie narzekam, bo zrobiłabym to stokroć gorzej. I jeśli mogę spytać, co to za piosenka w filmiku? Spodobała mi się ^^
    Pozdrawiam i weny życzę (do tego czerwca...).
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to uczucie. :P Nie lubię pisać komentarzy na telefonie i staram się robić to najrzadziej, jak się da.
      Matko, znowu ten sam błąd... Od razu poprawię!
      Dopiero, gdy go napisałam, uznałam, że jest nudny jak nie wiem co. :P W następnym rozdziale będzie ciekawiej. :)
      Mi tam Quirrell pasował jak ulał. :D Tylko sprawdziłam sobie, kiedy się urodził i wszystko grało. :D Ekhem, Quirrell gentelman tak bardzo... xD Chociaż... Dobra, nevermind. :> O tym już więcej się nie wypowiem. ;)
      Nie zapominajmy, jaką Dumbeldore miał smykałkę do dobierania nauczycieli. xd
      Co do trailera... Jejciu, ja w pewnym momencie myślałam, że rzucę to w... No tutaj każdy sobie dopowie. Nie umiem robić trailerów. :/
      Piosenka to "Rise" Katy Perry. :) Zastanawiałam się, jaką dać, bo jeszcze wchodziła w grę ta, co jest podlinkowana u góry. ;) Ale ta jakoś lepiej mi pasowała. :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
    2. Jak będzie Hermiona/Quirrel, to chyba zemdleję xD 10 punktów za oryginalny pairing XD

      Usuń
    3. Nie no. xD Aż tak kreatywna to nie jestem. xD Z resztą Hermiona i Quirrell razem... Nie umiem sobie tego wyobrazić. xd

      Usuń
  2. Podróż w czasie się udała. Ale zastanawiam się czy w późniejszym czasie mogą być jakieś komplikacje jak zmieniacz się zniszczył.
    Dlaczego Quirrell przyczepił się do Hermiony. I czego chciał w Hogwarcie. Może też był kandydatem na nauczyciela?
    Dumbledore zatrudnił Hermionę, więc jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem.
    Ciekawe jak się wszystko dalej rozwinie.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno Hermiona będzie starała się naprawić zmieniacz. :)
      Tak, Quirrell był kandydatem na nauczyciela - było o tym w rozdziale. ;)

      Usuń
  3. Hej, hej! Witam! :D
    Przyznam, że rozdział przeczytałam już dawno (czyt. dwa dni temu XD), ale dałam sobie spokój z komentarzem pisanym na telefonie, bo dostawałam nerwicy w tracie jego tworzenia...
    Pierwsze co mi przyszło do głowy, jak tak sobie teraz myślę, to fakt, że Hermiona będzie uczyć eliksirów. To było takie surprise... Ja byłam przekonana, że stara się o posadę nauczyciela OPCM, nie wiem czemu...
    Czy tylko mnie Umbridge nie pasuje do tych złych wyborów nauczycielskich Dumbledore'a. Z Quirrellem zgodzę się, dodałabym do tej listy jeszcze Moody'ego, ale nie JĄ. Bo przecież Dumbledore musiał przyjąć Umbridge gdyż tak 'zarządziło' Ministerstwo i nie miał większego wyboru.
    Co do innych spraw. Rzeczywiście rozdział wyszedł lekko nudnawy, ale da się przeżyć.
    Życzę dużo weny i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam ^^
    jushi

    Ps. Majówka mogła być lepsza, ale przynajmniej nauczyłam się gotować XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię pisać komentarzy na telefonie... Autokorekta. To chyba wystarczy jako powód. :P
      Miałam od początku taki plan, że Hermiona będzie uczyć eliksirów. :> Może myślałaś, że chce być nauczycielką OPCM, bo Quirrell uczył tego przedmiotu na 1. roku Harry'ego, a teraz także ubiegał się o tę posadę. ;)
      Ja nie uważam, żeby Umbridge była dobrą nauczycielką... A Dumbledore na dobrą sprawę mógł odmówić, w końcu to on był dyrektorem, prawda?
      Obiecuję, że kolejny rozdział będzie ciekawszy! :D
      Również pozdrawiam! :*

      Usuń
  4. Rozdział przeczytałam już wcześniej lecz nie chciałam komentować z komórki. Więc dopiero dziś daje o sobie znać.
    Rozdział osobiście bardzo mi się podobał. No i pojawili się nasi kochani James i Syriusz. :D Nie mogę się doczekać więcej.
    Dopiero w CZERWCU ;(
    Też bym chciała pisać tak ciekawie jak ty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. <3
      Osobiście uważam, że ten rozdział jest okropnie nudny... ;>

      Usuń
  5. Na początek zwiastun.
    Wdziałam i uważam, że jest przecudowny.
    Co do rozdziału może za wiele się w nim nie działo to uważam że jak najbardziej był ciekawy.
    W sumie pod wieloma względami Hermiona mnie zaskoczyła.
    I to bardzo pozytywnie.
    Ogółem za wiele skomentować nie mogę. Czekam na ciąg dalszy. I będę czytać na bieżąco.
    Pozdrawiam i czytam dalej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, ze zwiastun się podoba. <3 I w ogóle dziękuję za miłe słowa. <3

      Usuń
  6. Podobał mi sie początek w postaci zmiany perspektywy ;) pani Pomfrey przypomina mi nieco te z mojego opowiadania, choc zdziwiło mnie bardzo, ze pozwoliła Hermionie ot tak wyjsć ze skrzydła; ByłaM Pewna, ze ta łazienka musi byc w srodku, a nie gdzieś baaaardzo daleko, tak ze Granger przeszła pol Hogwartu i nawet sie natknęła na Jamesa Pottera.
    Niezbyt podoba mi sie fakt, ze zmieniacz cZasu od razu sie zepsuł... wydawałoby sie, ze po takich przedmiotach mozna by oczekiwać niego wiekszej... stabilności, ze sie tak wyrażę. moze Hermiona wróci dzieki zmieniaczowi Notta? W ogóle to jakoś mało sie tym potem przejmowała, mam wrażenie. Odkąd pojawił sie Quirrel (to mi sie b spodobało!), to juz nic na ten temat nie było, a przdcidz Hermiona śpedziła wieczor samotnie.
    Co co Dumbledore'a to faktycznie mało roztropnie przyjmuje nauczycieli :p wlasciwie Hermione tez, tak na dobra sprawę :p dziwna sprawa z tym spalonym fałszywym zaświadczeniem, dlaczego tak sie stało? Czy to Quirrel? Czy ktos inny? Ale jak? A moze chodzi o to, zd to przedmiot z przyszłości? Ale przecież ubranie Hermiony nie spłonęło :p No ciekawe, ciekawe, musze przyznać.
    Z czasami było lepiej, ale z powtórzeniami niestety nie, No i niesamowicie mnie drażni nagminnie używane przez Ciebie słowo "jednakowoz", zupełnie niepasujące do Twojego stylu.
    Czekam na pierwsza lekcje Hermiony, przede wszystkim z Huncwotami. Wlasciwie o wiele bardziej logicznie byłoby ze strony Dumbledore'a dać jej do nauki młodsze klasy, No ale powiedzmy, ze rozumiem, ze chodzi o fabule.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że podobała ci się perspektywa pani Pomfrey. :D
      No cóż... Zmieniacz czasu to tylko przedmiot magiczny. A jak to mówią: "złośliwość rzeczy martwych". ;)
      Później mój przyjaciel śmiał się, że to chińszczyzna. xD
      Pssst... W poprzednim rozdziale było napisane, że ten, który posiada Hermiona może przenieść aż o tyle czasu. Ten Notta ma mniejszy zasięg. ;)
      Quirrel, no cóż. Tak mi nagle do głowy przyszło umieszczenie go w opowiadaniu. :> Pasował mi tam jak ulał. :D
      O spaleniu tego świadectwa nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ... A nieważne. :P
      Z tymi czasami i powtórzeniami postaram się coś pokombinować. :)
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń