wtorek, 15 sierpnia 2017

Siódmy rozdział


Rozdział jeszcze nie był betowany!

           Panna Granger wewnętrznie była cała zdenerwowana. Przeklinała siebie, jak mogła być tak nieuważna, że zgubiła zmieniacz. Przecież to tak ważna rzecz! Jak ona teraz miała wrócić do swoich czasów? Co z całym jej zadaniem? Hermiona zaklęła szpetnie pod nosem. Prawie nigdy jej się to nie zdarzało, ale w tamtym momencie musiała dać upust emocjom. Czuła, jak poczerwieniała po twarzy.
           Stwierdziła, że poszuka zmieniacza jeszcze w dormitorium. Może po prostu go tam zostawiła. Mało chciało jej się w to wierzyć, ale miała nadzieję, że naprawdę się tam znajdował. Szła bardzo szybko. Nie zwracała uwagi na dziwne spojrzenia uczniów, które ją odprowadzały.
           Wpadła do dormitorium i z hukiem otworzyła drzwi do swojej sypialni. To tam właśnie znajdowało się biurko, gdzie Hermiona pracowała nad naprawą zmieniacza. Nigdy nie kładła go w inne miejsce, dlatego od razu się za nie zabrała. Miała na nim porządek, ponieważ znajdowały się tylko dwie książki, które wypożyczyła w bibliotece, jednak nie odnalazła zmieniacza. Otworzyła jeszcze szufladę, którą bez zastanowienia wyciągnęła i wysypała jej zawartość na łóżko. Nie zauważyła zmieniacza, jednak wolała przeszukać jeszcze całą zawartość. Ku jej nieszczęściu nie odnalazła go.
           – Accio zmieniacz – powiedziała zaklęcie. Miała nadzieję, że nagle zmieniacz wpadnie w jej dłonie, ale tak się nie stało.
           Hermiona z wrażenia usiadła na krześle. Zastanawiała się, jak mogła być taka nieostrożna. Po chwili poszła do łazienki i przemyła twarz wodą. Następnie spojrzała w lustro. Jej mózg pracował na najwyższych obrotach. Myślała, gdzie mogła go zgubić, a nawet przeszła jej przez myśl opcja, iż ktoś go zwinął.
           Wcześniej poszła tylko do lochów, żeby powiedzieć uczniom o Klubie Ślimaka, a później do Pokoju Życzeń, gdzie pomogła Jamesowi pozbyć się rogów. Uśmiechnęła się na ten obraz w swojej głowie, jednak po chwili powróciła myślami do zmieniacza. Pomyślała, iż może zostawiła go w sali od eliksirów albo Pokoju Życzeń. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że po prostu wypadł jej gdzieś z kieszeni.
           Od razu ruszyła do lochów. Szła niczym Struś Pędziwiatr, niemalże biegła. Nie wzięła ze sobą kluczy, dlatego otworzyła klasę zaklęciem. Bez zbędnego przeszukiwania po prostu wypowiedziała zaklęcie przywołujące, ale zmieniacz się nie pojawił. Jej ostatnią deską ratunku był Pokój Życzeń. Miała nadzieję, że tam go znajdzie. W drodze do niego rozglądała się po korytarzu, czy przypadkiem gdzieś nie leżał. Również go nie znalazła. Westchnęła i stanęła przed ścianą z Pokojem Życzeń. Niestety, nie zastała tam już nikogo, więc nie miała jak do niego wejść, a przynajmniej do pomieszczenia, które potrzebowali Huncwoci.
           Stwierdziła, że nie miała czasu do stracenia i popędziła w stronę Wieży Gryffindoru. Jak przystało na schody, wycięły jej kawał i musiała przechodzić kilka razy na odpowiednie. Na szczęście w końcu dotarła do portretu Grubej Damy.
           – Hasło – powiedziała kobieta z portretu.
           – Jestem nauczycielką – odparła szybko panna Granger. – Możesz mnie wpuścić?
           – Bez hasła nie wpuszczę. – Spojrzała na Hermionę, zadzierając nos.
           – Ale ja muszę porozmawiać z pewnymi uczniami. – Uniosła ręce w geście irytacji. Nie miała w tamtym momencie najmniejszej ochoty na przekomarzanie się z Grubą Damą. Każda sekunda była na wagę złota. Bała się, że ktoś mógł znaleźć zmieniacz, jednak jeszcze się to nie stało, ponieważ wtedy miałaby kłopoty, a tego naprawdę nie chciała.
           – Jeśli podasz mi hasło, to cię wpuszczę – powiedziała, po czym podparła się dłońmi o boki oraz zmrużyła oczy.
           Na szczęście do obrazu podszedł jakiś chłopiec.
           – Dzień dobry – powiedział do Hermiony.
           – Dzień dobry. Mógłbyś mnie wpuścić do środka? – zapytała nieco zdesperowana. Chłopak to zauważył, ale nie pytał.
           – No... Dobrze. – Wzruszył ramionami. – Lwie serce.
           Gruba Dama nieco zniesmaczona tym, że musi wpuścić Hermionę, otworzyła przejście. Panna Granger weszła zaraz za chłopcem. Po chwili jej oczom ukazał się pokój wspólny Gryfonów. Nie zmienił się wcale. Te same meble stały tam, gdzie w przyszłości, i, co najważniejsze, atmosfera nie zmieniła się wcale. Uczniowie wesoło ze sobą gawędzili i spędzali czas na różnych grach, uczeniu się i tym, co jeszcze przyszło im do głowy. Od razu zauważyła Huncwotów. Rozsiedli się na kanapie oraz fotelach.
           – Witam – powiedziała Hermiona. – Ja tutaj tylko na chwilkę. Proszę tutaj Jamesa Pottera, Syriusza Blacka, Remusa Lupina i Petera Pettigrew.
           Uczniowie popatrzyli na siebie zaskoczeni. Na twarzach niektórych pojawił się uśmiech, kolejni już szeptali, o co mogło chodzić. Gdy Huncwoci wstali, po czym kilku trzech chłopaków zabuczało.
           – Wyjdźmy, bo muszę z wami porozmawiać. – Remus spojrzał na chłopaków. Nie miał pojęcia, co się mogło stać. Wcześniej widział, że nauczycielka wychodziła z Pokoju Życzeń, ale przyjaciele nie mówili mu nic, co się stało.
           Hermiona wraz z Huncwotami wyszła z Wieży Gryffindoru. Wiedziała, że gdyby rozmawiali przy tych portretach, wieść o zgubieniu zmieniacza rozniosłaby się po zamku, dlatego wolała udać się w miejsce, gdzie nikt ich nie mógł usłyszeć.
           – Chłopcy, muszę wrócić do Pokoju Życzeń. – Przełknęła ślinę. – Pomożecie mi się tam dostać?
           Huncwoci spojrzeli po sobie, Remus zmarszczył brwi, zachowywanie nauczycielki wydało mu się podejrzane. Jego ciekawość spotęgowało to, iż była cała w stresie. I po jaką cholerę potrzebowała dostać się do Pokoju Życzeń? I dlaczego tak nagle? Przecież to chyba mogło poczekać do kolejnego dnia.
           – To tak ważne? – Remus nie umiał się powstrzymać, żeby nie zadać tego pytania.
           – Troszkę – powiedziała szybko Hermiona.
           Remus zacisnął wargi w wąską linię, jednak wraz z chłopakami i nauczycielką poszedł do Pokoju Życzeń. W tamtym momencie jej nie ufał. Sądził, iż coś kręciła, tylko jeszcze pozostawało zagadką co. Wiedział, że nie pozostawi tak po prostu tej sprawy. Bo w końcu kto normalny potrzebował wejść do Pokoju Życzeń o dziewiątej wieczorem. Nie pasowało mu nic z tą Lavoisier. Wydawało mu się, że nie pochodziła z Francji. Nie miała tego akcentu, a wiedział, jaki mają Francuzi, ponieważ jego rodzina mieszkała w Paryżu. Nie dzielił się z nikim swoimi przemyśleniami. Postanowił samemu odkryć, kim tak naprawdę była Lavoisier.
           Dla Hermiony każda minuta, gdy szli do Pokoju Życzeń, dłużyła się niemiłosiernie. Rozglądała ukradkiem się po drodze w nadziei, iż może po prostu zmieniacz gdzieś leżał, gdyż wypadł jej z kieszeni. Chłopaki nie zauważyli tego, co ją cieszyło, ponieważ obyło się bez zbędnych pytań.
           W końcu stanęli przed Pokojem Życzeń. James zamknął oczy, jego mina była poważna. Po chwili na ścianie pojawiły się drzwi. Pierwszy wszedł Rogacz, następnie Hermiona.
           – Więc...? Proszę bardzo. – Uśmiechnął się słabo Potter. – Może możemy pani jakoś pomóc?
           – Nie – odparła Hermiona. – Powiedzcie mi tylko: znaleźliście tutaj coś?
           Chłopaki spojrzeli po sobie pytająco, jednak żaden z nich nie miał zielonego pojęcia, o czym mówiłą Hermiona. Najbardziej to pytanie ciekawiło Remusa. Musiała zgubić coś cholernie ważnego. Podświadomie chciał znaleźć to pierwszy. Tylko nie wiedział, co to było.
           Nagle Syriusza oświeciło.
           – Chodziło pani o taką klepsydrę z kółkiem na łańcuszku?
           – Tak – odparła, przełknąwszy ślinę. – Znaleźliście to? Naprawdę tego potrzebuję.
           Black westchnął, po czym powiedział:
           – Ja to znalazłem, ale... – Zawahał się. – Zgubiłem.
           Hermiona przetarła twarz dłońmi. W tamtym momencie Syriusz dopiero ją załamał. Teraz zmieniacz mógł być gdziekolwiek, a ona nie wiedziała nawet, gdzie łaził Black. Usiadła na krześle stojącym obok drzwi i zaczęła liczyć do dziesięciu.
           Zaś Remus wiedział, że musiał to znaleźć, aby rozwikłać tę zagadkę. Chciał dowiedzieć się, o co chodziło. Uważnie obserwował nauczycielkę, która próbowała się uspokoić. W tamtym momencie po prostu panikowała.
           – Dobrze, chłopaki – powiedziała po chwili. – Dziękuję wam. Mam nadzieję, że nie wygadacie się o tym.
           – Dobrze, nie powiemy. Ale skąd pani ma taką pewność? – zadał pytanie James.
           – Ja również znam wasz sekret – odparła beznamiętnym tonem i wyszła z Pokoju Życzeń.


***

           Dorcas zmierzała właśnie ku Wielkiej Sali. Musiała przejść przez praktycznie cały zamek w kilka minut, by zdążyć na kolację. Szła bardzo szybko i nie patrzyła pod nogi. Dopiero, gdy coś przez przypadek kopnęła, zwróciła swój wzrok na podłogę. Znajdował się tam znany jej już przedmiot – zmieniacz czasu. Podniosła go i zauważyła, że był zepsuty.
           Obróciła kilkakrotnie zmieniacz w dłoniach, aby dokładnie go obejrzeć. Był inny niż te, które widziała do tej pory. Taki sam konstrukcją, lecz miał inny kolor – srebrny. Upewniła się, czy nikt jej nie obserwował i schowała go do kieszeni. Na szczęście trwała kolacja i większość uczniów znajdowała się w Wielkiej Sali.
           Idąc na posiłek, zastanawiała się, co zmieniacz robił w Hogwarcie, i do tego jeszcze na ziemi, gdzie każdy mógł go znaleźć. A gdyby tak wpadł w niepowołane ręce? Na szczęście Dorcas wiedziała, czym był ów przedmiot i nie zamierzała z nikim dzielić się tym, że go znalazła. Wtedy padłaby na nią masa pytań, a tego nie chciała. Wolała zachować to dla siebie... I swojego wujka, który zajmował się zmieniaczami.


***

           Minęło kilka dni od czasu, kiedy Hermiona zgubiła zmieniacz. Chodziła jak na szpilkach. Tak bardzo stresowała ją cała ta sytuacja... Odczuwali to nawet uczniowie. Na lekcje chodziła poirytowana. Odbijało się to na uczniach, ponieważ opornie jej szło nauczanie. Potrzebowała natychmiastowego urlopu, żeby się chociaż trochę uspokoić, jednak wiedziała, iż było to niemożliwe. Do tego wszystkiego miała jeszcze lekcje z młodszymi rocznikami, ponieważ Slughorn się rozchorował. Starała się, jak mogła na lekcjach, lecz nie za bardzo jej wychodziło.
           Hermionie ulżyło, kiedy skończyła się ostatnia lekcja w czwartek. Miała zajęcia ze Ślizgonami i Puchonami z siódmego rocznika. Widziała krzywe uśmieszki na twarzach uczniów Slytherinu, jednak nie dała się ponieść emocjom. Miała świadomość, że to nie mogło trwać wiecznie i w pewnym momencie straci cierpliwość.
           Przez te kilka dni próbowała opracować plan, jak zabrać Nottowi zmieniacz czasu, ale to również jej nie wychodziło. Aktualnie jej priorytetem było odnalezienie swojego, ponieważ bez tego ani rusz. Los chciał, że po lekcji podszedł do niej Anthon.
           – Proszę pani – powiedział, odwracając uwagę Hermiony od pakowania podręczników do torby. – To spotkanie Klubu Ślimaka będzie dokładnie kiedy? Pani mówiła, ale ja zapomniałem.
           – W sobotę za tydzień – odparła.
           – W takim razie... Dziękuję.
           Hermiona w odpowiedzi uśmiechnęła się słabo. Jakim cudem on stał się Śmierciożercą?, przemknęło pannie Granger przez myśl. Przecież on był jednym z najlepszych uczniów Slytherinu, do tego nawet uprzejmy. Nie wiedziała, jak zachowywał się wśród uczniów, jednak, kiedy rozmawiała z nim, nie miała żadnych zastrzeżeń.
           Odprowadziła Notta wzrokiem, po czym wróciła do pakowania podręczników. Nie zostawiała ich nigdy w klasie. Wolała je mieć przy sobie, by w jakiś sposób opracować plan prowadzenia zajęć. W tamtym momencie wydawało jej się to zbawienne, bo gdyby wcześniej nie zaplanowała sobie lekcji, mogłoby być różnie. Chodziła często rozkojarzona, a podręcznik czasami ratował ją z opresji. Widziała powątpiewające i rozbawione spojrzenia uczniów, ale to było jej potrzebne. Dopiero po chwili zauważyła, że wzięła ze sobą przez przypadek książkę o zmieniaczach.
           Sama wyszła z sali i powolnym ruszyła ku sali. Wpatrywała się przed siebie. Nagle ktoś się z nią zderzył, a z jej niezapiętej torby wysypały się książki i pióra. Westchnęła, po czym spojrzała na osobę, która ją popchnęła.
           – Przepraszam panią – powiedział znajomy jej głos.
           – Nic się nie stało, Remus. – Uśmiechnęła się słabo.
           – Pomogę pani to pozbierać.
           Remus tak, jak się zaoferował, zebrał książki z podłogi i podał je Hermionie. Wydało mu się tylko dziwne to, iż znalazł tam książkę o zmieniaczach czasu, ponieważ wszystkie oprócz właśnie tej były o eliksirach. Zastanawiało go, po co nauczycielce ta książka. Wiedział, że z tym było coś nie tak, dlatego zbierając podręczniki, położył ja na wierzchu, by dokładnie się jej przyjrzeć, lecz nie znalazł tam niczego wyjątkowego. To po prostu książka o zmieniaczach. Sądził jednak, że Lavoisier nie przez przypadek nosiła tę książkę, więc musiało ją to interesować.
           Dopiero po chwili uświadomił sobie, że pytała ich o zmieniacz czasu, kiedy byli w Pokoju Życzeń. Spojrzał na twarz Hermiony, by odczytać jakiekolwiek emocje. Myślał, że nauczycielka zmiesza się, kiedy zauważy, że widział tę książkę, jednak ona tylko mu podziękowała i poszła w swoją stronę.
           Wtedy dopiero wydało mu się to podejrzane. Chciał za wszelką cenę dowiedzieć się, o co chodziło ze zmieniaczem oraz Lavoisier. Na razie było to dla niego zagadką, jednak miał nadzieję, iż uda mu się dowiedzieć caluteńkiej prawdy.


***

           Minął kolejny tydzień, a Hermiona nie odnalazła zmieniacza. Straciła już nadzieję, że go kiedykolwiek znajdzie. Ba! Nawet podświadomie pogodziła się z myślą, iż zostanie w przeszłości już na zawsze. Naprawdę postanowiła go odnaleźć, przecież nie mógł tak po prostu zniknąć. Miała nadzieję, że leżał w jakimś niewiadomym jej miejscu, a nikt go nie znalazł, ale jeśli rzeczywiście jakaś osoba go znalazła, wiedziała, w jaki sposób się z nim obchodzić. Trochę ją ta myśl podbudowywała, ponieważ miała nadzieję, że odnalezienie zmieniacza obejdzie się bez zbędnych komplikacji. Chociaż i tak już go szukała ponad tydzień, a to na nic...
           Postanowiła, że najlepszym rozwiązaniem było po prostu skupienie się na odebraniu zmieniacza Nottowi. W końcu to było jej priorytetowe zadanie. Właśnie tego wieczora postanowiła zabrać mu zmieniacz. Zauważyła, iż chłopak nie zawsze nosił go przy sobie, a często zostawiał gdzieś w kieszeni, torbie albo jeszcze innym miejscu.
           Właśnie dziś miało się odbyć pierwsze spotkanie klubu Ślimaka. Lavoisier stwierdziła, że to dobra okazja, by mu go zwinąć. Nie opracowała żadnego planu. Według niej najlepsze było najprostsze rozwiązanie, czyli po prostu zabranie mu go, kiedy nie patrzył.
           Hermiona była już przygotowana do wyjścia. Ubrała się w długą suknię o granatowym kolorze i wycięciu na plecach. Włosy spięła w kok. Zabrała ze sobą tylko małą torebkę i wyszła ze swojego lokum. Zanim jeszcze wyszła, sir Cadogan pochwalił jej strój i życzył jej miłego wieczora.
           Panna Granger westchnęła i ruszyła przed siebie. Na szczęście nie musiała iść długo i już po około dwóch minutach była na miejscu. Weszła do pomieszczenia, gdzie znajdowała się spotkanie. Nie prezentowało się jakoś znakomicie, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, iż Slughorn nie postarał się nad zorganizowaniem go. Na lewo stał stół zastawiony jedzeniem, zaś na prawo miejsce z kanapą i fotelami, gdzie można było wygodnie zasiąść. Hermiona przywitała się z uczniami i Slughornem, po czym usiadła przy stole
           Ku jej zadowoleniu dwa miejsca dalej siedział Anthon Nott. Uśmiechnęła się do siebie w duchu, po czym nałożyła na talerz trochę zupy. Nie miała zielonego pojęcia, z czego była zrobiona, dlatego zapytała:
           – Z czego jest ta zupa?
           – To bouillabaisse, z owoców morza – odparł Horacy. – Danie z Francji – dodał, spoglądając na nią uważnie.
           Hermiona spaliła buraka. Po cholerę zadała to pytanie... Ktoś już wcześniej mógł nabrać podejrzeń, a teraz to już w ogóle. Niby pochodziła z Francji, a nie znała nawet dań z tego kraju.
           Później spotkanie mijało w miłej atmosferze. Hermiona rozmawiała wraz z Slughorem i uczniami. Pierwszy raz od jakiegoś czasu nie myślała o zmieniaczach czasu. Po prostu była wesoła, a spotkanie mimo iż trochę sztuczne sprawiło jej swego rodzaju radość. Potrzebowała towarzystwa, a na pewno w takim stopniu by rozmawiać, ale nie tylko o eliksirach, sprawdzianach i pracach domowych.
           Co ją lekko zaskoczyło, zauważyła, że Remus ją obserwował. Nie cały czas, ale ukradkiem spoglądał na nią. Pewnie coś podejrzewał. Przecież nie był głupi, dziwne by było, gdyby niczego nie dostrzegł. Hermiona postanowiła udawać, iz tego nie zauważyła, jednak czuła się z tym mało komfortowo.
           Nagle chłopak, który koło niej siedział, wyszedł do toalety, zaś większość osób odeszło już od stołu, w tym Nott, Lily Evans i Remus i kilkoro innych uczniów, których Hermiona kojarzyła tylko z widzenia. Została tylko ona i Slughorn, który później poszedł do członków klubu. Anthon zostawił marynarkę na krześle, a panna Granger nie zauważyła wcześniej, by miał go gdzieś na szyi ani gdzieś przy sobie. Wzięła głęboki wdech i ukradkiem zaczęła przeszukiwać marynarkę Notta. Serce jej biło szybko. Starała się przeszukać ją jak najszybciej i najdokładniej, ale to nie było takie proste. Marynarka Anthona miała wiele kieszeni. Niespodziewanie Hermiona natrafiła na coś, co kształtem przypominało zmieniacz. Spojrzała, czy nikt na nią nie patrzył i już prawie wyciągnęła zmieniacz.
           – Co pani robi? – zapytał Anthon Nott.


Cześć!
Na samym początku chciałam was bardzo przeprosić, że tak długo nie było rozdziału. Przyznam się bez bicia, iż nie mam na swoją tak długą nieobecność żadnego usprawiedliwienia. Wakacje mnie strasznie rozleniwiły... >.< Ale na szczęście już jestem! Spięłam się z pisaniem rozdziału w tym tygodniu, ponieważ w sobotę wyjeżdżam w góry i będę tam do wtorku. ;)
Mam cichą nadzieję, że rozdział wam się podobał. Mi osobiście jakoś przyjemnie się o pisało. :)
Ale co ze zmian... (Dużo ich nie ma, ale wiecie. ;))
Do góry pojawił się pasek z muzyką. Uwielbiam muzykę, dlatego postanowiłam coś takiego dodać na blogu. Jeśli ktoś ma ochotę, to może sobie włączyć. Nie zmuszam, taki dodatek po prostu. ;)
Za niedługo pojawi się też nowy szablon. Ten mi nie odpowiada, nie mogę się do niego przyzwyczaić. xd Nagłówek mam gotowy i jakby ktoś chciał zobaczyć to tutaj - KLIK. Jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądał css, ale coś wymyślę. :D
Co dalej...?
Mam ostatnio pomysł na miniaturkę dotyczącą, uwaga... Baśni Barda Beedle'a. Tak, wiem, co mniej więcej chcę zrobić, ale jeszcze nie wiem, jak to napiszę. xd Chcę tam... Hm... Nie wiem, jak wam to wyjaśnić. >.< W każdym bądź razie mam fajny, wydaje mi się, pomysł i nigdzie się z takim czymś nie spotkałam. ^^
Tak swoją drogą... Jak wakacje? Byliście gdzieś? Jakieś przygotowania do szkoły? ;) Ja na razie o szkole nie myślę. :P A udało mi się jeszcze odwiedzić Wrocław, a przynajmniej zoo. :) Chciałam zobaczyć to słynne Afrykarium i powiem szczerze, że jest naprawdę fajnie. ^^ Polecam się tam wybrać. :D Ale samo zoo... po prostu w porządku. Często jeździłam do zoo w Opolu (mam bliżej, bo tylko z 60km) i te zwierzęta aż tak mnie nie zachwycają. :P
I znowu się rozpisałam... xd
Ale już kończę! :D
Pozdrawiam cieplutko!
Netka