piątek, 23 czerwca 2017

Piąty rozdział

         Minął tydzień od przyjęcia się Hermiony jako nauczycielka eliksirów. Wcześniej myślała, że praca nauczyciela to czysta przyjemność, nie trzeba się dużo napracować, jednak okazało się zupełnie odwrotnie. To nie było wcale takie proste. Musiała się czasami nieźle naprodukować, by wyjaśnić jakiś temat. Może gdyby uczyła te młodsze roczniki, byłoby prościej, lecz ona trafiła na piąty, szósty i siódmy, które musiała przygotować do zbliżających się SUMów i OWUTEMów. Zdecydowanie bardziej nakładała nacisk na praktykę niż teorię. Uważała, iż to bardziej się przyda. Teoria była jedynie potrzebna do pisania jakichś prac.
            Właśnie kierowała się do lochów. Zostawiła tam książkę i ku jej niezadowoleniu musiała się po nią wrócić.
Co nie w głowie, to w nogach, pomyślała szatynka. Naprawdę nie miała ochoty iść taki kawał, ponieważ była już prawie w swoim lokum. Gdy weszła już na korytarz prowadzący do klasy eliksirów, zaczepił ją profesor Slughorn.
            – Dzień dobry. – Lekko się zasapał. – Goniłem za panią, bo mam do pani sprawę. – Podparł się jedną ręką o bok. – Ostatnio zauważyłem, że w składziku brakuje już wielu składników. Pomyślałem, że trzeba byłoby je uzupełnić. Rozmawiałem już o tym z Albusem i wszystkie formalności są załatwione. Mam tylko jedną prośbę. Czy mogłaby pani iść za mnie na Pokątna po wszystkie składniki? Mam już przygotowaną listę. – Zaczął szukać jej po kieszeniach marynarki, po czym wyciągnął kawałek pergaminu.
            Hermiona nie miała najmniejszej ochoty wybierać się na Pokątną. Już nie chodzi o jej chęci, tylko o to, że może się stać coś, co zmieni bieg wydarzeń. Naprawdę nie chciała się mieszać.
            – Wie pan co…? – Profesor Slughorn podał jej kartkę, żeby zajrzała, w co trzeba zaopatrzyć składzik eliksirów. – Nie wiem, gdzie mogę to wszystko znaleźć. – Zagryzła dolną wargę, gdy czytała listę. – Nigdy nie byłam na tej Pokątnej. – Skłamała gładko.
            – Och, na pewno pani odnajdzie Aptekę Sluga i Jiggera. – Machnął ręką. – Na pewno znajdzie tam pani wszystko.
            – No dobrze. – Westchnęła w duchu. – Którędy mogę tam dojść?
            – Musi pani odnaleźć Dziurawy Kocioł, to taki pub na Charing Cross Road. Na pewno pani znajdzie. – Pokiwał głową. – Jeszcze jedno: dyrektor zapłaci za zakupy, więc powiedz po prostu, że jesteś z Hogwartu.
            – Dobrze, pójdę tam jeszcze dzisiaj. – Schowała kartkę do kieszeni spodni. – Do widzenia.
            Następnie ruszyła do sali eliksirów. Otworzyła drzwi zaklęciem, zabrała książkę i wróciła jeszcze na chwilę do swojego dormitorium. Zmieniła ciuchy (wcześniej ochlapała ją jakaś dziwna maź), wyszła przed zamek i teleportowała się na ulicę Charing Cross Road.
Weszła do Dziurawego Kotła. Zauważyła, że pub nie zmienił się jakoś bardzo. Tak jak w przyszłości nie było tam zbyt schludnie, a panował lekki bałagan. Akurat przez okna Dziurawego Kotła wdzierały się promienie słoneczne, więc widać było unoszący się kurz.
            – Dzień dobry – powiedziała do barmana, gdy podeszła do lady. – Którędy mogę się dostać na Pokątną?
            – Pani wejdzie tam dalej. – Wskazał głową na swoje prawo. – Później pani pyknie trzy cegiełki do góry, dwie w bok i
voila.
           
– Dziękuję bardzo. – Uśmiechnęła się ciepło.
            – Proszę – odpowiedział barman i zajął się czyszczeniem szklanki, którą właśnie ktoś przyniósł.
            Hermiona podeszła do znanej jej już ściany z cegieł. Wyciągnęła różdżkę i tak, jak powiedział barman, stuknęła trzy cegły do góry i dwie w bok. Dobrze wiedziała, w jaki sposób dostać się na Pokątną, ale komuś mogłoby wydawać się dziwne, gdyby przychodząc tu pierwszy raz, od razu miała świadomość, którędy się wchodzi.
            Ściany się rozsunęły, ukazując przejście na ulicę Pokątną. Ku jej zaskoczeniu nie zastała tam tak wielkich tłumów, jak w przyszłości. Owszem, było już dosyć późno, bo koło ósmej, i zaczynało się ściemniać, ale, jak widać, niektórym to zupełnie nie przeszkadza. Było na tyle ludzi, że szatynka mogła swobodnie się poruszać. Mijała sklepy, szukając Apteki Sluga i Jiggera. Odnalazła ja szybko, ponieważ wiedziała, w którym miejscu się znajduje. Gdy otworzyła drzwi, usłyszała znad siebie dźwięk dzwonka.
            Już chwilkę później za ladą pojawił się sprzedawca. Miał na sobie granatowy fartuch i wyróżniała go ruda czupryna.
            – Dzień dobry – powiedziała Hermiona i zaczęła szukać kartki, którą dał jej Horacy Slughorn. – Ja przyszłam po zaopatrzenie dla Hogwartu. – Podała sprzedawcy kawałek pergaminu.
            – Oczywiście. – Spojrzał przelotnie na kartkę, po czym zaczął szukać odpowiednich pozycji z listy.
            Widać było, że pomimo nieporządku w sklepie, sprzedawca wiedział, gdzie co się znajduje. Zerwał kilka listków jakiejś rośliny, według fachowego oka Hermiony był to asfodelus, i wrzucił go do małej saszetki.
            – Pani sobie siądzie – powiedział sprzedawca, wskazując na krzesło znajdujące się obok drzwi.
            Hermiona klapnęła na krzesło, założyła jedną nogę na drugą i spojrzała przez okno. Na chwilę utkwiła wzrok w ludziach przechadzających się po Pokątnej. Jej uwagę przykuła jakaś dziwna postać, zapewne to kobieta. Miała na głowie kaptur, a spod niej wystawały jasne blond loki. Oprócz tego trzymała coś na rękach. Rozglądała się nerwowo. Była teraz na ulicy sama (no może oprócz jakiegoś czarodzieja, który był ewidentnie w stanie upojenia alkoholowego i zasnął na ławce). Zaczęła biec, nie mogła zbyt szybko, ponieważ bała się upuścić coś, co trzymała na rękach. Nagle ktoś pojawił się przed nią. Hermiona nie miała wątpliwości, że to Śmierciożerca. W końcu w czasach, w których znajduje się szatynka, Lord Voldemort zaczynał już zbierać swoich sług. Kobieta zaczęła krzyczeć, upadła na podłogę, upuszczając zawiniątko. Po ulicy Pokątnej rozniósł się płacz dziecka.
            Hermiona nie zastanawiała się, czy ma pomóc kobiecie. Wybiegła szybko ze sklepu, wyciągając różdżkę.
            –
Drętwota! – krzyknęła, powalając zaklęciem Śmierciożercę.
           
Panna Granger podbiegła do kobiety. W tym czasie Śmierciożerca uciekł.
            – Merlinie, nic pani nie jest? – pytała pomagając wstać kobiecie. Tamta nawet nie podniosła się, tylko na czworaka podeszła do dziecka.
            – Moja mała – mówiła kojąco, kołysząc w ramionach swoją córeczkę. – Już, cśśś... Zły pan poszedł.
            Hermionie ten głos wydawał się znajomy. Chciała spojrzeć na twarz kobiety, lecz ona na to nie pozwoliła. Natychmiast wstała i chciała uciec, jednak szatynka złapała ją w porę.
            – Nie chcę pani skrzywdzić. – Chciała spojrzeć w oczy kobiety. – Naprawdę. Jestem nauczycielką z Hogwartu. – Miała nadzieję, że ten argument jakoś uświadomi kobiecie, iż nie ma złych zamiarów.  
            Tamta wzięła głęboki wdech, przytuliła do piersi dziecko, a następnie ściągnęła kaptur. Hermiona wszędzie by poznała tę kobietę. To Narcyza Malfoy! Tylko młoda... I z dzieckiem na rękach, które nie jest Draco Malfoyem. Hermionie zakręciło się w głowie. Ta informacja nie umiała do niej trafić, lecz szybko okiełznała dziwne zawroty i podjęła:
            – Nazywam się Hermiona Lavoisier. – Podała dłoń Narcyzie.
            – Narcyza Malfoy. – Niepewnie ją uścisnęła. Widać było, że stało się coś złego. Nie pamiętała takiej Narcyzy – wystraszonej i zrozpaczonej.
            Z apteki wybiegł sprzedawca i zawołał:
            – Pani podejdzie! Wszystko już gotowe!
            – Chwilka! – odkrzyknęła szatynka. Sprzedawca ewidentnie się zirytował. Za piętnaście minut miał zamknąć sklep, a Hermiona jeszcze go od tego powstrzymuje. – Tak więc, pani Narcyzo, wszystko w porządku?
            Hermiona dobrze wiedziała, że nie, jednak zapytała instynktownie.
            – Tak – odpowiedziała słabo. Hermiona zauważyła, że jej oczy były mocno zaczerwienione i podkrążone.
            – Nie wydaje mi się. – Pokręciła głową panna Granger. – Może chce pani porozmawiać?
            – Nie – odparła stanowczo.
            – Ale... – zaczęła Hermiona, jednak Narcyza jej przerwała.
            – Wszystko jest w porządku. – Malfoyowa narzuciła na głowę kaptur i teleportowała się. Hermiona usłyszała jeszcze płacz dziecka.
            Chwilę stała i tępo wpatrywała się w miejsce, w którym przed chwilą stała Narcyza. Nie umiała jakoś dojść do siebie po całej tej sytuacji. Najbardziej jednak zdziwił ją widok dziecka w ramionach blondynki. To z pewnością było jej dziecko – jeśli nie, na pewno by się tak nie zachowywała.
            – Bierze to pani? – zawołał sprzedawca, podchodząc do Hermiony i podając jej torby z całymi zakupami.
            Hermiona nie wiedziała, co odpowiedzieć. On tylko wcisnął jej w ręce torby i wrócił do apteki. Szatynka wiedziała, że tej nocy nie będzie spać spokojnie.
Na szczęście była sobota. Mogła trochę odpocząć, chociaż na ten dzień zaplanowała sobie czytanie książki o zmieniaczach czasu. Nie chciała marnować czasu. Teraz był na wagę złota. Im mniej była w przeszłości, tym bardziej się bała tego, że może zmienić coś w przyszłości.
            Jednak sytuacja z poprzedniego dnia nie dawała jej spokoju. Cały czas chodziło to po głowie Hermiony i za nic nie umiała się skupić na swoim zadaniu, a tymczasowo była to naprawa zmieniacza. Wiedziała, iż powinna się tym zająć, ale najzwyczajniej w świecie nie umiała.
            Trzymała zmieniacz w dłoniach i nagle nim rzuciła na łóżko. Przejechała dłońmi po twarzy, po czym westchnęła ciężko. Miała wielki mętlik w głowie. Stwierdziła, że weźmie książkę o zmieniaczach do biblioteki i poszuka czegoś o podobnej treści. Akurat tego dnia nie miała ochoty na edukowanie się o zmieniaczach czasu. Stwierdziła, iż, żeby nie marnować czasu, lepiej pójdzie do biblioteki. Tak też zrobiła. Podniosła się leniwie z łóżka, przebrała, przeczesała włosy i wyszła z mieszkania.
            Po kilku minutach doszła do wielkiego księgozbioru Hogwartu. Po drodze zaczepiła ją jeszcze Lily, by zapytać o dodatkowe zajęcie. Hermiona już lekko miała dość nachalności Evansówny. Owszem, mówiła jej, by zapytała o to, lecz nie myślała, iż będzie do niej tak często chodzić. Od kiedy się zatrudniła, Lily przyszła do niej już siedem razy (Hermiona liczyła jej wizyty). Do tego wszystkiego dochodziło jeszcze wzięcie kilku osób do Klubu Ślimaka. Kompletnie nie wiedziała, kogo wziąć. Zajęcia eliksirów miała tylko raz w tygodniu, a w poprzednim zostały odwołane, ponieważ sala eliksirów, delikatnie mówiąc, uległa samozniszczeniu. Jacyś uczniowie z młodszych roczników wpadli na cudowny kawał i roznieśli klasę.
            Hermiona weszła do biblioteki i poczuła ten cudowny zapach starych książek. Uwielbiała go. Rozejrzała się po bibliotece, stwierdziła, że zacznie od miejsca, w którym wcześniej znalazła podręcznik o zmieniaczach czasu. Tak więc podeszła do niej i począwszy od dołu, rozpoczęła szukanie czegoś, co może jej pomóc. Przykucnęła i po kolei przeglądała książki, a konkretniej ich spisy treści.
            Przy okazji do głowy wpadła jej jakaś melodyjka, nuciła ją sobie po cichu. Po kilku minutach przestała, widząc stojącą za nią dziewczynę. Po prostu musiała być z ostatniego roku, oprócz tego była ze Slytherinu. Uśmiechnęła się kpiąco, jednak panna Granger to zignorowała i dalej szukała książki. Tamta poszła dalej, i tyle Hermiona ją widziała.
            Mijały minuty, godziny, a szatynka dalej szukała. Chyba książka, którą znalazła poprzednio, to jedyny egzemplarz, gdzie może dowiedzieć się czegokolwiek o zmieniaczach. Zrezygnowana odeszła od półki z książkami, po czym usiadła przy jednym ze stolików. Jakoś przyjemniej wertowało jej się lekturę w bibliotece. Otworzyła na siedemnastej stronie, gdzie opisane było klepsydrium.
Klepsydrium to najważniejsza część zmieniacza czasu. Umożliwia ona przenoszenie się w czasie (tylko, jeśli jest napełniona sproszkowanymi piórami hipogryfa!). Budowa klepsydrium jest skomplikowana i tylko dobrze wyszkolony czarodziej może zająć się wytwarzaniem tej części zmieniacza. Składa się ono z:
            1. Szkła ze słowiczych piór (odpowiednio przerobione pióra na szkło i zaczarowane nabierają magicznych właściwości)
            2. Rogu samicy jednorożca (zostaje on sproszkowany, następnie za pomocą zaklęcia przylepiony do wnętrza klepsydrium)
            3. Wiąz (zostaje wykonana z niego nakładka na dwie strony szkła; tylko ten rodzaj drzewa nadaje się do zbudowania klepsydrium)
Szatynce zaczęło się kręcić w głowie. Jak ona niby miała to wszystko zdobyć? Szkło ze słowiczych piór i wiąz nie będzie tak źle znaleźć. Ale róg samicy jednorożca?! Przecież zabijanie jednorożców jest... Hermiona nawet nie chciała o tym myśleć. Poczuła, jak jej policzki się czerwienią. Nie wiedziała w sumie z jakiego powodu, ale tak było. Przyłożyła swoją chłodną dłoń do prawego policzka i poczuła gorąco. Pokręciła głową i z trzaskiem zamknęła książkę. Postanowiła, że pójdzie do pani Pince i zapyta, czy nie ma czegoś innego o zmieniaczach czasu.
            – Dzień dobry – powiedziała, a bibliotekarka spojrzała na nią wyczekująco. – Nie ma pani może czegoś o zmieniaczach czasu?
            – Och, wypożyczała pani jedyną książkę. – Podrapała się po podbródku. – Chociaż...
            – Widziałem jeszcze jedną książkę o nich – odezwał się ktoś zza pleców Hermiony. Pani Pince zmarszczyła brwi. Nie przypominała sobie, by coś takiego znajdowało się w księgozbiorze Hogwartu.
            Szatynka odwróciła się i zobaczyła za sobą Remusa Lupina.
            – Remus, pokaż pani tę książkę, dobrze? – Wskazała na Hermionę.
            Lupin wzruszył ramionami.
            – Dobrze – odpowiedział. – Pani idzie za mną.
            Hermiona uśmiechnęła się delikatnie. Trochę inaczej wyobrażała sobie Remusa w wieku szesnastu lat. Jedyne, co świadczyło, iż to właśnie on to blizna na twarzy. Na pewno był szczuplejszy, a na jego głowie znajdowała się czupryna ciemnych brązowych włosów.
            – A tak właściwie po co pani ta książka? – zapytał Lupin.
            – Ostatnio zaczęły mnie interesować zmieniacze czasu i chciałam się trochę dokształcić – skłamała gładko.
            Remus spojrzał za swoje ramię. Hermiona wiedziała, że jej nie uwierzył. Miał uniesioną jedną brew i jeden kącik ust. Szatynka zagryzła dolną wargę i wbiła wzrok w swoje buty.
            – Aha – dodał Remus.
            Już po chwili doszli do przedostatniego regału z książkami. Remus założył ręce na piersi, szukając wzrokiem odpowiedniego tytułu. Hermiona patrzyła na niego. Teraz ma problem. Pewnie zacznie się czegoś domyślać. Oby tym razem się myliła.
            – Mam. – Pstryknął palcami Lunatyk, sięgnął po książkę i podał ją Hermionie.
            – Dziękuję. – Wzięła od niego
Zmieniaczologię. Wcześniej nie patrzyła na ten regał; po prostu go minęła.
            – Proszę bardzo. – Uśmiechnął się słabo Lupin. – Do usług.
            Szatynka roześmiała się perliście, po czym pożegnała się z Remusem i ruszyła w kierunku swojego dormitorium. Gdy weszła do lokum, usiadła w fotelu i zaczęła wertować lekturę. Ku jej niezadowoleniu nie wyczytała tam niczego innego niż w
Podróżach w czasie. Spojrzała się w sufit i przetarła twarz dłońmi.
            – No chyba nie... – mruknęła, po czym wyprostowała się i rozejrzała po mieszkaniu.
            Dopiero teraz zauważyła, iż jest w nim czysto, a wcale nie sprząta. Pewnie skrzaty posprzątały. Pomimo że upłynęło tyle lat, panna Granger wciąż jest przeciwna wykorzystywaniu skrzatów domowych. Gdyby nie to, że zaczęła wieść mugolskie życie, może wprowadziłaby w życie WESZ. Nie oszukując się, jeszcze za czasów szkolnych nie przykładała się do tego. W każdym razie wtedy nie miała takiego poważania. Może dopiero po wojnie udałoby się rozpocząć na poważnie tą działalność. Stwierdziła, iż gdy wróci do przyszłości, poważnie się nad tym zastanowi. Jej przemyślenia przerwał Sir Cadogan.
            – Jak panno Lavoisier? Czy coś się stało? – zapytał, siedząc na swoim rumaku.
            – Właściwie to tak. – Skrzywiła się.
            – Więc Sir Cadogan przybył z pomocą! – Klinga miecza uderzyła o ramkę, a postać z obrazu szybko odsunęła dłoń, w której dzierżyła broń.
            – Wątpię, że umiałbyś pomóc. – Panna Granger podparła się dłońmi o siedzenie fotela i wstała. – Ale dziękuję. – Uśmiechnęła się szeroko.
            – Ja nie umiałbym pomóc? Cóż to za obraza!
           
No tak, zakpiła w myślach szatynka. Przecież to Sir Cadogan, dla niego nie ma rzeczy niemożliwych.
           
– Sir Cadoganie, ja już zmykam, bo robi się późno. – Spojrzała na zegar wiszący na ścianie, dochodziła już jedenasta. – Dobranoc.
            – Dobranoc – odparł urażony.
            Hermiona udała się do łazienki, by wziąć prysznic i umyć zęby. Gorąca woda nieco ją odprężyła. Ubrała koszulkę i krótkie spodenki, a później założyła jeszcze szlafrok. Spojrzała w lustro. Zauważyła, że przez ten tydzień trochę zmarniała.
To przez przemęczenie, pomyślała Hermiona. Później umyła zęby i wróciła do swojej sypialni.
            Klapnęła na łóżko, po czym ziewnęła. Weszła pod kołdrę i od razu zmógł ją sen.


Hej! :)
Witam wszystkich w tym wspaniałym dniu, gdy kończy się rok szkolny. Jak wam poszło w tym roku szkolnym? Jakieś świadectwa z paskiem? A może już snujecie plany na wakacje? :D Ja osobiście bardzo cieszę się z nadchodzących dwóch miesięcy wolnego (tym bardziej, że toczyłam zaciekły bój o oceny i udało mi się uzyskać średnią 5.2) , pomimo że kończę gimnazjum i muszę pożegnać się z moją kochaną klasą. Dobrze wspominam te trzy lata, a teraz jestem gotowa zmierzyć się ze szkołą średnią!
Ach, zapomniałam ostatnio... Razem z Kasią Anonim założyłyśmy Szabloniarnię Kreatywność [klik]! Zapraszam was tam bardzo serdecznie, pojawiło się kilka moich prac, więc czekam na opinie. :)
A co do rozdziału... Wydaje mi się, że wyszedł trochę ciekawszy niż poprzedni, ale krótszy. :P Mi się podoba, ale trochę chyba jest za krótki... No nie wiem. Zostawiam to do waszej opinii. :)
To już chyba wszystko. :)
Pozdrawiam! :*
zakręcona01
6. rozdział ------> 8/9 lipiec